Paliwo osiąga rekordowe ceny, a sytuacja geopolityczna znacząco utrudnia obniżenie kosztów podróży. Nie należy oczekiwać, że ceny biletów lotniczych, które ostatnio poszybowały w górę, szybko wrócą do poprzedniego poziomu. Niemniej jednak, wciąż istnieją szanse na znalezienie bardziej przystępnych cenowo połączeń.
Koszty przelotów prawdopodobnie wzrosną
Danuta Walewska
Z niniejszego tekstu dowiesz się:
- W jaki sposób przewoźnicy lotniczy radzą sobie ze zwiększającymi się wydatkami operacyjnymi i jak wpływa to na proponowane ceny?
- Jakie metody – zarówno jawne, jak i ukryte – są stosowane do podnoszenia opłat za bilety lotnicze?
- Jakie strategie umożliwiają skuteczne wyszukiwanie atrakcyjnych cenowo ofert, biorąc pod uwagę elastyczność planowania podróży?
- W jaki sposób można użyć programów lojalnościowych oraz alternatywnych portów lotniczych w celu redukcji kosztów podróży samolotem?
– Nie ma innego wyjścia, ceny biletów lotniczych będą musiały wzrosnąć. Aktualnie obserwujemy na rynku podwyżki rzędu 15-20 proc. u niektórych operatorów. W Ryanair staramy się utrzymać taryfy jeszcze na poziomie sprzed wybuchu konfliktu. Na szczęście bieżący rok obrotowy zabezpieczyliśmy bardzo korzystnym ubezpieczeniem od wzrostu cen paliw. 80 proc. naszych zakupów jest zagwarantowane po cenie poniżej 70 euro za baryłkę, czyli 700 euro za tonę, podczas gdy obecnie na rynku paliwo lotnicze osiąga cenę 1700 euro za tonę. Posiadamy zatem większą odporność niż pozostała część rynku, gdzie niektórzy przewoźnicy ubezpieczyli się w niewielkim stopniu lub wcale, co oznacza, że muszą kupować po aktualnych cenach. Z tego powodu presja na podnoszenie cen będzie u nas mniejsza i na pewno przesunięta w czasie – wyjaśnia Michał Kaczmarzyk, szef struktur Ryanaira na Europę Środkową i Wschodnią oraz prezes linii Buzz.
Reklama Reklama Transport Szef IATA rezygnuje. Willie Walsh ma za zadanie uratować IndiGo po problemach
Willie Walsh, jeden z najbardziej rozpoznawalnych menedżerów w branży lotniczej, przejdzie z Międzynarodowego Zrzeszenia Przewoźników Powietrznych (IATA) do i…
Europa silnie dotknięta kryzysem
W przypadku tanich linii lotniczych koszt paliwa stanowi połowę wszystkich wydatków. W liniach tradycyjnych zwykle około 30 proc. Jednak aktualnie jest to już znacznie więcej. W przypadku niektórych przewoźników, którzy próbowali oszczędzać na zabezpieczeniu przed wzrostem cen, koszt ten sięga nawet 40 proc.
Problem stanowią również dostawy. Negatywnie odbija się także europejska strategia zamykania rafinerii, rezygnacji z produkcji paliwa lotniczego i oleju napędowego oraz nastawienia się na import, który odbywał się przez Cieśninę Ormuz. Teraz w Europie ropa może i jest, ale paliwa lotniczego jest coraz mniej.
– Ostatnie lata przyzwyczaiły nas do niskich cen ropy. Paliwo lotnicze kosztowało 600-650 euro za tonę. Gdyby cena paliwa wzrosła do 700-800 euro za tonę, większość przewoźników byłaby w stanie wziąć na siebie część tego kosztu, a ceny biletów wzrosłyby nieznacznie. Ale jeśli cena przekracza 1000 euro, sytuacja staje się bardzo trudna. Nie ma więc powodu, by dziwić się, że wiele linii redukuje siatkę połączeń i podnosi ceny. Europa jest już mocno dotknięta konfliktem – dodaje Michał Kaczmarzyk.
Podwyżki oficjalne i niejawne
Obecnie widać, że wysokie ceny przelotów pojawiają się przede wszystkim w Azji, która niemal w całości importuje paliwo lotnicze z Bliskiego Wschodu. Air France KLM zawiadomiła o podniesieniu cen biletów na dłuższych trasach o 50 euro. SAS otwarcie przyznaje, że również musiał podwyższyć taryfy. Drożej jest w USA, gdzie za bilety na trasach krajowych trzeba obecnie zapłacić o 20 proc. więcej niż przed atakiem USA i Izraela na Iran. Natomiast na lotach międzykontynentalnych wzrost wynosi tylko 3 proc.
Często jednak podwyżki są ukryte. Linie lotnicze wiedzą, że pasażer, rezerwując podróż, zwraca uwagę głównie na cenę bazową, podczas gdy ogólny koszt podróży wzrasta, gdy doliczymy opłatę za bagaż rejestrowany i wybór miejsca w samolocie. Oczywiście, zawsze istnieje możliwość rezygnacji z wygody siedzenia przy przejściu lub oknie, polegania na szczęściu i spakowania się oszczędnie, tak by podróżować tylko z bagażem podręcznym. Latem jest to z pewnością łatwiejsze niż zimą. Jednak w takiej sytuacji trzeba bardzo uważać i przestrzegać zarówno wymiarów, jak i wagi, ponieważ przewoźnicy poszukują dodatkowych źródeł dochodu i niewielka jest szansa, że przymkną oko na to, iż nasza torba podręczna waży nie 7-8, ale 15 kg, a jej wymiary znacznie przekraczają ustalone standardy. Nie należy też oczekiwać, że w przypadku takiego bagażu podczas odprawy zaproponują nam bezpłatne nadanie torby jako bagażu rejestrowanego. Te czasy właśnie mijają.
Transport Lufthansa blisko strajku. Pracownicy mówią „dość” zarządowi
Ledwo Lufthansa doszła do porozumienia z pracownikami obsługi naziemnej, którzy wynegocjowali nowy układ zbiorowy, pojawił się kolejny spór. Tym razem pracow…
Okazje nadal się trafiają
Wyszukując tańsze opcje, należy uzbroić się w cierpliwość i szybko reagować na okazje, które wciąż się pojawiają. Jedną z nich jest z pewnością najnowsza oferta LOT-u, który właśnie poinformował o przyspieszeniu wznowienia lotów z Warszawy do Bangkoku. Polski przewoźnik rozpocznie regularne rejsy do Tajlandii nie 29 października, a 3 tygodnie wcześniej. A ceny w październiku są bardzo atrakcyjne, jak na dzisiejsze standardy.
Naturalnie, nie należy spodziewać się taryf oferowanych jeszcze niedawno przez Qatar Airways, Emirates czy Etihad, kiedy w stosunkowo komfortowych warunkach, z przesiadką w Dosze, Dubaju czy Abu Zabi, można było dotrzeć do stolicy Tajlandii za 2,5 tys. złotych
Za bilet z wylotem z Warszawy w połowie października i powrotem pod koniec tego miesiąca (klasa ekonomiczna, bagaż podręczny i rejestrowany) zapłacimy 3896 zł. Jest to cena porównywalna z tą oferowaną przez Emirates (3837 zł). Jednak w obecnej sytuacji geopolitycznej, kiedy irańskie rakiety spadają w regionie, gdzie popadnie, jest to oferta raczej dla osób o mocnych nerwach. Dotychczas bardzo konkurencyjne ceny miał również Finnair (z przesiadką w Helsinkach), ale w tym przypadku przegrywa z LOT-em – najtańszy bilet z tymi samymi warunkami i podróżą w tych samych dniach to wydatek 4300 zł. Najwyżej cenią się Turkish Airlines – tam najniższa cena zaczyna się od 5 tys.
Programy lojalnościowe również mogą być pomocne
Warto również korzystać z mil zgromadzonych podczas wcześniejszych lotów. W intensywnym dążeniu do oszczędności przewoźnicy mogą i tutaj wprowadzić zmiany niekorzystne dla uczestników, a Lufthansa, która zarządza najpopularniejszym w Polsce programem Miles&More, ostrożnie podchodzi do kosztów. Podczas poprzednich programów oszczędnościowych M&M również ucierpiało.
Ale i w tym przypadku zdarzają się promocje. Na przykład majowa podróż do San Francisco z Warszawy w połowie maja z powrotem po tygodniu to koszt 25 tys. mil plus około 800 zł dopłat.
Należy także uważnie śledzić komunikaty o nowych połączeniach. Już się one pojawiają, zwłaszcza w siatce europejskiej, po tym, jak przewoźnicy wycofali się z operacji na Bliskim Wschodzie i przenieśli zasoby na kontynent.
Inną możliwością znalezienia tańszych przelotów jest poszukiwanie biletów z lotnisk, gdzie konkuruje ze sobą kilka linii lotniczych. Tak jest np. w przypadku Modlina (Ryanair i Wizz Air), Lotniska Chopina (LOT, Ryanair, Wizz Air), Krakowa bądź Gdańska (LOT, Turkish Airlines, Ryanair, Wizz Air).
No i elastyczność. Zarówno pod względem dat podróży, jak i miejsca wylotu. Czasami warto gdzieś dojechać, mimo że nie jest to najwygodniejsza opcja. Może się okazać, że z Berlina jest taniej niż z Poznania, albo że lecąc z Modlina czy Radomia bądź z Krakowa, a nie z Warszawy, zapłacimy mniej.
