Konflikt militarny pomiędzy USA i Izraelem a Iranem spowodował lawinę sprzedaży na światowych rynkach kapitałowych. W natłoku spadków, akcje amerykańskie wypadają jednak wyraźnie lepiej niż cała reszta. Jak wynika z opracowania The Investment Institute działającego przy UniCredit, to osobliwe zachowanie rynku wynika z mocnego dolara oraz samowystarczalności energetycznej Stanów Zjednoczonych. Analitycy wszakże przestrzegają: w razie redukcji napięcia, kapitał momentalnie skieruje się w stronę rozwijających się gospodarek.

Od momentu ataku w Iran pod koniec lutego globalne indeksy giełdowe gwałtownie poszybowały w dół. Aczkolwiek, to co na pierwszy rzut oka jawi się jako wszechobecna panika, po dogłębnej analizie okazuje się rynkiem dwóch prędkości. Amerykańska giełda prezentuje niemałą odporność na tle Europy czy Azji.
Z raportu The Investment Institute działającego w strukturach grupy UniCredit pod tytułem „Wojenna dywergencja na rynku akcji może nie przetrwać” wynika, że inwestorzy ponownie postrzegają USA jako rynkowy bastion. Czy postępują słusznie?
Reklama
Zobacz także
Cały świat na jednym rachunku. Ponad 71 tys. instrumentów finansowych (Link afiliacyjny – zarabiamy na prowizji)
Amerykański parasol ochronny: ropa, technologie i dolar
Przed eskalacją konfliktu na Bliskim Wschodzie amerykański parkiet zauważalnie wytracał impet. Jak przypominają analitycy UniCredit, kapitał ochoczo zmierzał w kierunku rynków rozwijających się i Azji. Sytuacja uległa drastycznej zmianie 27 lutego, gdy spadły pierwsze pociski na Iran.
Dlaczego Wall Street traci mniej niż parkiety w Europie czy Azji? Raport wskazuje na trzy zasadnicze filary amerykańskiej gospodarki:
„Amerykańskie akcje zniżkowały mniej niż ich światowe odpowiedniki, wspierane przez ograniczoną ekspozycję tego państwa na importowaną energię, obszerny sektor technologiczny mniej podatny na wstrząsy surowcowe oraz silniejszego dolara amerykańskiego” – czytamy w analizie.
Eksperci akcentują, że dysproporcje w wynikach poszczególnych indeksów to bezpośrednia konsekwencja charakteru tego kryzysu.
„Dysproporcja w wynikach odzwierciedla schemat specyficzny dla tego wstrząsu: kryzys skupiony na energii cięży bardziej regionom uprzemysłowionym, zależnym od surowców, podczas gdy USA czerpią korzyści z relatywnej niezależności energetycznej i gospodarki opartej w dużym stopniu na usługach”.
Wykres przedstawiony w środowym raporcie unaocznia, że od momentu zaostrzenia napięcia na Bliskim Wschodzie indeksy rejestrują wyraźnie różniące się od siebie rezultaty:
- MSCI World ex US (akcje globalne z pominięciem USA): obniżenie o ponad 10% do końca marca.
- MSCI USA: obniżenie o około 7%.


Materiały prasowe
Analitycy przypominają, że od początku roku rynki w USA wciąż wykazują większe spadki niż pozostałe regiony (licząc od 1 stycznia), a obecna przewaga Wall Street w znacznym stopniu zależy od tego, jak długo potrwa wojna.
Deeskalacja? Rynki wschodzące czekają w blokach
Chociaż długotrwałe porozumienie pomiędzy USA i Izraelem a Iranem wydaje się obecnie mało realne w krótkim horyzoncie czasowym, rynki zawsze wyprzedzają przyszłość. Eksperci UniCredit ostrzegają, że potencjalne wyciszenie nastrojów całkowicie przeobrazi układ sił na giełdach.
W przypadku zaistnienia scenariusza deeskalacji, główny czynnik napędowy amerykańskiej giełdy zacznie słabnąć:
„W scenariuszu deeskalacji, premia za bezpieczną przystań dolara mogłaby zacząć maleć. Ograniczyłoby to zasadniczy filar niedawnej odporności amerykańskich akcji i umożliwiłoby przemieszczenie wyników z powrotem w kierunku globalnych rynków” – prognozuje UniCredit.
Kto na tym zyska najbardziej? Analitycy typują rynki wschodzące.
„Pomimo obecnej fali niechęci do ryzyka, wiele gospodarek wschodzących weszło w ten okres z pozycji względnej mocy, cechującej się silniejszymi bilansami zewnętrznymi, zdrowszymi realnymi stopami procentowymi i poprawiającymi się tendencjami zysków”.
Konkluzja płynąca z raportu jest klarowna: tak długo jak trwa wojna o podłożu surowcowym i energetycznym, amerykańskie akcje będą pełniły funkcję bezpieczniejszej przystani. Niemniej jednak, jeśli napięcie zacznie słabnąć, inwestorzy mogą powrócić do narracji sprzed 27 lutego – i inicjatywę znowu przejmą rynki międzynarodowe. To najwymowniej uświadamia, dlaczego globalna dywersyfikacja portfela jest obecnie koniecznością.
oprac. TGS na podst. The Investment Institute by UniCredit
