Wielkie przełomy to bajka dla naiwnych. Skąd więc wzięły się te wszystkie innowacje wokół nas?

Wielkie przełomy to bajka dla naiwnych. Skąd więc wzięły się te wszystkie innowacje wokół nas? 2

Mam czterdzieści cztery lata, całkiem dobrze orientuję się w tym świecie, piszę teksty, potrafię prowadzić rozmowę o sztucznej inteligencji czy kryzysie tradycyjnych mediów. Ale jeśli jutro nastąpi apokalipsa, nie będę w stanie zrobić najprostszej rzeczy. Na przykład zwykłego ołówka – informuje Ukr.Media.

Do tej myśli skłoniło mnie rozumowanie amerykańskiego ekonomisty Leonarda Reeda. Zaproponował on prosty eksperyment myślowy, który szybko obala arogancję każdego współczesnego intelektualisty. Wykonanie ołówka to wydobycie i obróbka grafitu, znalezienie odpowiedniego drewna, wytworzenie gumy i ustalenie metalowego zapięcia. Szczerze mówiąc, w warunkach naturalnych poddałbym się na etapie poszukiwań grafitu.

My, tak inteligentni i technologicznie zaawansowani, jesteśmy w rzeczywistości całkowicie oderwani od procesów, które tworzą nasz komfort. Od biura i mrożonego kurczaka w supermarkecie, po samochody, którymi jeździmy. Biolog Mark Pagel nazwał to „śpiewającym karaoke”. Po prostu korzystamy z tego, co inni napisali, zagrali i wyprodukowali, nie mając pojęcia, jak to działa.

Ale zanim wpadniesz w kryzys i zaczniesz szukać w Google najbliższych kursów stolarskich (bądźmy szczerzy, nie pójdziesz tam, tak jak ja), zastanówmy się: czy kiedykolwiek było inaczej?

Większość naszych życiowych zasad to po prostu spuścizna, którą nosimy ze sobą, argumentując, że „cóż, tak to historycznie było”. Ale jeśli jesteśmy po prostu wielkim, ewolucyjnym zespołem coverowym, który bez końca odtwarza przeboje innych, to w jaki sposób ludzkości udało się wynaleźć tyle naprawdę niezwykłych rzeczy?

Lubimy wierzyć w mit samotnego geniusza. Ten klasyczny hollywoodzki obraz: człowiek siedzi w ciemnym pokoju, cierpi, pije tanią kawę i nagle – bum! – błysk oświecenia.

Pagel z uśmiechem burzy ten romans. Praktycznie nie ma wielkich przełomów. Cały ludzki geniusz to bardzo prozaiczny, wręcz leniwy proces trzech kroków: kopiowanie, drobna zmiana, łączenie z czymś innym. To ten sam schemat, którym DNA bawi się od miliardów lat. Kopiowanie z błędem (modyfikacja) plus krzyżowanie tego, co niekompatybilne.

Nawet Thomas Edison nie wynalazł żarówki w przypływie boskiej inspiracji. Po prostu wziął poprzednie wersje i monotonnie sprawdzał materiały na żarnik, aż któryś z nich przestał się przepalać w ciągu kilku sekund. Oczywiście większość tych „mutacji” okazuje się być śmieciem. Ale gdy wystarczająco dużo osób jednocześnie zmaga się z tym samym problemem, technologia skrzypi, ale powoli idzie naprzód.

Rodzi to pewne niewygodne pytania dla pana Pagela i dla nas samych. Skoro wszystko polega jedynie na kopiowaniu i modyfikowaniu, czy nie przeceniamy pojęcia „postępu”? Czy po prostu bez końca tasujemy tę samą talię kart i nazywamy to innowacją? Skoro po prostu kompilujemy to, co stare, czy w ogóle jesteśmy zdolni do stworzenia fundamentalnie nowego rozwiązania w obliczu kryzysu, na który nie ma jeszcze „kodu bazowego”?

I tu dochodzimy do współczesności. Jak ta metoda „kopiuj-wklej i lekkie dostrajanie” działa w XXI wieku?

Z jednej strony internet ma nas uczynić wszechmocnymi. Z drugiej strony, rozleniwia. Jeśli w końcu oddamy funkcję myślenia wyszukiwarkom (a teraz chatbotom), ryzykujemy utratę zdolności do dokonywania tej samej „modyfikacji”. W końcu, aby skutecznie coś zmienić, trzeba przynajmniej minimalnie zrozumieć kontekst.

Ale jest i druga strona medalu. Globalizacja stworzyła gęstą sieć powiązań, jakiej ewolucja nigdy wcześniej nie widziała. Być może zbiorowa nieświadomość rzeczywiście jest w stanie generować rozwiązania globalnych problemów, od zmian klimatycznych po ubóstwo.

Ale i tutaj mój wewnętrzny sceptyk nie daje mi spokoju. Czy ta hiperłączność naprawdę czyni nas mądrzejszymi? A może po prostu pozwala, by złe pomysły i jawna głupota rozprzestrzeniały się po planecie w ciągu sekund, zamiast wymierać w jednym odizolowanym plemieniu? Czy budujemy globalny supermózg, czy po prostu gigantyczną komorę pogłosową, w której miliardy ludzi jednocześnie śpiewają tę samą, fałszywą nutę karaoke?

Nie mam odpowiedzi. I nie jestem pewien, czy ktokolwiek z tych, którzy głośno obiecują zmienić świat ze sceny kolejnej konferencji technologicznej, je ma.

Wszyscy stoimy na barkach gigantów, którzy z kolei stali na barkach innych, mniej znanych osób. I nie ma w tym nic upokarzającego. W końcu zdejmuje to z nas ciężar bycia wyjątkowymi geniuszami w każdej sekundzie. Możemy po prostu robić swoje, starając się udoskonalać to, co w naszej mocy.

Udział

Subskrybuj UkrMedia na Telegramie.

⚡ Puls Czytelników

Czy nadal jesteśmy zdolni do tworzenia zupełnie nowych rozwiązań, czy też ostatecznie staliśmy się globalnym zespołem coverowym śpiewającym cudze przeboje podczas karaoke?

0 osób już zagłosowało. Dołącz do dyskusji.

👇 Kliknij jedną z poniższych opcji

🚀 Jesteśmy twórcami 🎤 Tylko kopiujemy 🧠 Mam własną teorię

📊 Mapa myśli

🚀 Jesteśmy twórcami 0% 🎤 My tylko kopiujemy 0% 🧠 Mam własną teorię 0% 💡

Dyskusja dopiero się zaczyna. Bądź pierwszy, który skomentuje!

Uwagi

Najpierw nowe ↕

Nie ma jeszcze komentarzy. Bądź pierwszy!

No votes yet.
Please wait...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *