Jaki jest udział kapitału polskiego w kluczowych projektach? Polska pionierem w UE.

W drugiej połowie roku Główny Urząd Statystyczny przeprowadzi eksperymentalne badanie pośród przedsiębiorstw z sektora energetycznego, mające na celu oszacowanie, jaki procent w projektach tego sektora stanowi tzw. local content, inaczej mówiąc – udział krajowy. W przyszłości badania mają stać się obligatoryjne i rozszerzyć się na inne gałęzie gospodarki. Polska przoduje w tym obszarze w Unii Europejskiej. O wynikach dowiadywać się będziemy zapewne raz na rok.

Ile jest krajowego wkładu w największych inwestycjach? Polska zmierzy jako pierwsza w UE

fot. Niewyrazisty / / Pixabay

– Od drugiej połowy roku, zwrócimy się do firm z branży energetycznej oraz generalnych wykonawców i ich podwykonawców w tej branży o wypełnienie kwestionariuszy dotyczących local content w realizowanych przedsięwzięciach. Będziemy brać pod uwagę m.in. płace osobowe, wartość sprzedanych dóbr i surowców, usługi lub koszty operacyjne – zadeklarował szef GUS Marek Cierpiał-Wolan podczas wtorkowej konferencji prasowej.

– Pilotaż umożliwi nam opracowanie i przetestowanie metodologii obliczania local content. Mam nadzieję, że po udanych próbach będzie ona implementowana w następnych sektorach, a ostatecznie obejmie całą gospodarkę – dodał prezes GUS.

Jaka kwota zostaje w kraju, a jaka przepływa za granicę

Na temat zaangażowania polskich firm w projektach umacniających polską gospodarkę debatowano także podczas panelu dyskusyjnego „Local content – zasoby krajowe jako podstawa rozwoju”.

– Mówiąc bardzo obrazowo: oszacujemy, jaka część środków publicznych przeznaczonych na realizację tych projektów faktycznie pozostaje w krajowej gospodarce, a jaka ucieka poza granice – oznajmiła podczas panelu wiceprezes GUS Renata Bielak.

– Wybór energetyki był celowy – z uwagi na znaczny rozmiar projektów i rozległe łańcuchy dostaw. To doskonałe środowisko, aby zweryfikować, czy nasze założenia badawcze są właściwie interpretowane, czy informacje docierają do nas prawidłowo i czy nasz system jest odpowiednio przygotowany – zaznaczyła Bielak.

W roku 2027 badania mają objąć – oprócz energetyki – sektory: zbrojeniowy, transportowo-infrastrukturalny oraz technologiczno-cyfrowy. Z kolei w roku 2028 badanie najpewniej rozszerzy się na wszystkie dziedziny, w których realizowane będą kluczowe inwestycje publiczne.

Podobnych badań nie prowadził do tej pory żaden kraj w Unii Europejskiej. – Ale przyjrzeliśmy się światu i istnieją takie przykłady. Na przykład Wielka Brytania wymaga, aby zapewniony był 50-procentowy udział local contentu, aby dana firma była preferowana w tych przedsięwzięciach inwestycyjnych – dopowiedziała Bielak. Analogiczne rozwiązania stosują również Amerykanie na swoim rynku.

Czym tak naprawdę jest local content?

Moment, w którym faktycznie GUS rozpocznie szeroko zakrojone badania „czynnika krajowego”, a nie jedynie pilotaż w energetyce, uzależniony jest od decyzji zespołu ds. local contentu, funkcjonującego przy Ministerstwie Aktywów Państwowych od października zeszłego roku. W jego skład wchodzi m.in. Agencja Rozwoju Przemysłu. Jak obwieściła Ilona Deręgowska, wiceprezes ARP, która również brała udział we wtorkowej dyskusji, ogłoszenia konkretnych decyzji można oczekiwać najpóźniej w ciągu kilku tygodni. Wtedy powinniśmy m.in. poznać definicję local contentu, którą przyjmie rząd.

Raczej nie powinno się oczekiwać, że „czynnik krajowy” zostanie twardo zdefiniowany w polskim prawie. – Analiza regulacji prawnych sugeruje, że żadne ustawodawstwo – ani europejskie, ani w innych krajach, na które rozszerzyliśmy nasze analizy – nie wprowadza sztywnej definicji local content. To ważny wniosek, który znajduje potwierdzenie w praktykach. Wynika z nich, że można efektywnie wspierać krajowe łańcuchy dostaw w pełnej zgodności z wytycznymi Unii Europejskiej, nawet bez bezpośrednich zapisów w prawie. Niezbędne jest do tego jednak wypracowanie odpowiedniej metodyki, kalkulacji oraz pomiaru local content – mówiła Deręgowska.

Jaki jest udział kapitału polskiego w kluczowych projektach? Polska pionierem w UE. 3

Jaki jest udział kapitału polskiego w kluczowych projektach? Polska pionierem w UE. 4

fot. Tomasz Goss-Strzelecki / Bankier.pl

Należy pomagać z rozwagą

O tym, że podmioty działające w oparciu o przepisy prawa zamówień publicznych, zgodnego z dyrektywami UE, nie mogą faworyzować polskich firm w przetargach, przypominała Agnieszka Olszewska, prezes Urzędu Zamówień Publicznych: – Przepisy nie zakazują jednak prowadzenia zakupów publicznych w sposób, który wspiera oraz stymuluje polską gospodarkę. Kluczowy jest tutaj etap przygotowania postępowania i rzetelne rozpoznanie rzeczywistych potrzeb w oparciu o analizę rynku. Chodzi o szczegółowe zbadanie, w jaki sposób dana usługa, dostawa lub robota budowlana może zostać zrealizowana, z uwzględnieniem potencjału podmiotów budujących siłę naszej gospodarki – wskazywała.

Przypominała, że przetargi są realizowane także na mocy innych przepisów, gdzie możliwości wspierania polskich firm są większe. Wspominała sytuacje z przeszłości, które nie powinny mieć miejsca. – Zdarzało się, że podmiot publiczny – udzielając zamówienia z wolnej ręki i mając możliwość wyboru – nie decydował się na wykonawców lub konsorcja gwarantujące najwyższy udział komponentu krajowego. Zamiast tego wybierano firmy z państw trzecich, na przykład z Turcji – mówiła prezes Urzędu Zamówień Publicznych. Jej zdaniem w zmianie tych praktyk pomoże opracowywany dokument – Polityka Zakupowa Państwa.

Elektrownia jądrowa z polskim wkładem

Jeśli chodzi o energetykę, zgodnie z deklaracją premiera Donalda Tuska w ciągu następnych 10 lat inwestycje w tej branży osiągną blisko 1 bilion złotych. Wśród najważniejszych projektów znajduje się budowa elektrowni jądrowej w Choczewie. Uczestniczący w panelu Grzegorz Maj, pełnomocnik zarządu ds. wsparcia rozwoju rynku spółki Polskie Elektrownie Jądrowe, przypomniał, że firma zakłada, że komponent krajowy sięgnie co najmniej 40%.

W jaki sposób kontrolowana przez polskie państwo firma zamierza wspierać krajowych wykonawców w projekcie, za którego realizację będą odpowiedzialne amerykańskie firmy Bechtel i Westinghouse? – Nie możemy zapisać wprost w umowie, że podwykonawcami mają być polskie firmy. Musimy działać w ramach prawodawstwa europejskiego. Ale możemy zadbać o to, aby polskie firmy miały pierwsze informacje o tym, kiedy i jakie zlecenia będą realizowane, w jaki sposób się do nich przygotować, w oparciu o jakie normy będą pracować na placu budowy, jakie trzeba zdobyć certyfikaty – zaznaczał Grzegorz Maj.

Wejście na rynek we Francji? "Szczerze gratuluję"

Jako przykład krajów, które pomimo przynależności do Unii Europejskiej bardzo dbają o to, aby kluczowe inwestycje realizowały jednak podmioty krajowe, przytaczano m.in. Niemcy czy Francję.

– Serdecznie gratuluję każdemu, komu uda się wejść na francuski rynek wysokich napięć, ponieważ jest to praktycznie niemożliwe. Pomimo funkcjonowania w ramach Unii Europejskiej tamtejszy system jest skonstruowany w sposób, który niemal wyklucza zagraniczną konkurencję. Co prawda jedna z polskich spółek realizowała tam prace, ale tylko w roli dalekiego podwykonawcy, bez realnych szans na objęcie funkcji generalnego wykonawcy – mówił podczas panelu Piotr Tomczyk z zarządu polskiej firmy Enprom, budującej sieci energetyczne. Podobnie sytuacja wygląda w Niemczech. – W skali zbliżonej do naszej – przy obrotach rzędu 100 milionów euro – nie działa tam żadna inna spółka z Polski. Osiągnięcie takiej pozycji na zagranicznym rynku to bardzo długa droga, nam zajęła wiele lat – dodawał.

No votes yet.
Please wait...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *