RPP wstrzymuje się z decyzjami do momentu zakończenia konfliktu w Iranie, a prognozowanie ewentualnych lub terminów następnych redukcji stóp jest obecnie trudne – stwierdza członek RPP, Ireneusz Dąbrowski. Podkreśla, że międzynarodowa sytuacja może opóźnić osiągnięcie docelowego pułapu stóp na poziomie 3,0-3,50 proc., co na obecną chwilę nie wydaje się być zagrożone.

"Obecne wyceny rynkowe sugerują wzrostową tendencję stóp procentowych w Polsce, jednakże w obliczu tak zmiennych okoliczności zewnętrznych, jak obecne, odzwierciedla to po prostu niepokój wśród inwestorów. Z większym przekonaniem będzie można coś orzec, gdy konflikt będzie zbliżał się ku końcowi, natomiast obecnie dysponujemy jedynie deklaracjami o rychłym jego zakończeniu. Ale co oznacza „rychło” i na jakich zasadach – pozostaje niewiadomą. W sytuacji braku pełnych informacji rynki reagują w sposób nadmierny" – oznajmił Dąbrowski dla PAP Biznes.
"Będziemy podejmować decyzje na bieżąco. Aktualnie trudno jest przewidzieć, w jakim czasie i czy w ogóle nastąpią dalsze obniżki stóp, czy też nie. Nic nie jest jeszcze pewne. Będziemy monitorować sytuację i czekać na zakończenie sporu. Następna projekcja jest oczywiście istotna, lecz to nie jedyne źródło danych wpływające na nasze decyzje. Dysponujemy odpowiednimi pakietami informacji na każdym posiedzeniu, a projekcja nie jest rozstrzygająca" – dodał.
Po ataku izraelsko-amerykańskim na Iran rynki zaczęły uwzględniać w perspektywie 12 miesięcy nawet podwyżki stóp przez RPP o 50-75 punktów bazowych, podczas gdy jeszcze pod koniec lutego spodziewano się dalszych redukcji. W pierwszym tygodniu marca RPP zredukowała stopy o 25 punktów bazowych, do 3,75 proc. w przypadku stopy referencyjnej.
Według Dąbrowskiego kluczowym problemem dla RPP jest czas trwania wojny na Bliskim Wschodzie oraz to, czy konflikt wywoła inflacyjne skutki drugiej rundy, a wszystkie pozostałe kwestie są drugorzędne wobec tych zagadnień.
"Obecnie dostrzegamy, że inflacja w prognozach ewentualnie może przenieść się z dolnej granicy odchyleń do górnej, jednakże trudno ocenić, jak długo to potrwa. Zakładając, że konflikt nie będzie długotrwały, nie dojdzie do operacji lądowej, a jedynie do wymiany ognia, z powodu wyczerpania się zasobów rakiet, zaobserwujemy krótkotrwały wzrost inflacji poprzez kanał cen paliw" – uzupełnia.
W dłuższej perspektywie, zdaniem Dąbrowskiego, optymalna dla obecnej kondycji makroekonomicznej Polski realna stopa (ex ante) wynosi maksymalnie 1 proc., a raczej między 0,5-1 proc. Przy utrzymaniu się bieżących trendów inflacyjnych oznaczałoby to nominalne stopy w wysokości 3,0-3,50 proc.
"W sytuacji, gdyby inflacja w średnim okresie utrzymywała się na poziomie 2,5 proc., to stopa referencyjna mogłaby ostatecznie oscylować w granicach 3,0-3,5 proc., co zresztą podkreślam od dawna. Niemniej jednak wymaga to dogłębnej analizy, a dane muszą potwierdzić, że inflacja rzeczywiście utrzymuje się trwale w założonym celu. Sytuacja międzynarodowa może spowolnić proces osiągania docelowego poziomu stóp, co aktualnie nie wydaje się zagrożone" – dodał.
Członek RPP uważa, że dane dotyczące inflacji bazowej z początku roku były pozytywnie zaskakujące (w styczniu bazowy CPI wyniósł 2,7 proc., a w lutym 2,5 proc.), a w krajowych procesach inflacyjnych na tym etapie nie widać szczególnych zagrożeń. W styczniu i lutym zasadniczy wskaźnik CPI wyniósł 2,1 proc.
"Problemy mogłyby zaistnieć, gdyby skutki konfliktu w Iranie wpłynęły na oczekiwania podmiotów, a efekt pierwszej rundy przekształciłby się w efekt drugiej rundy. Lecz tym razem przyczyna nadchodzącego wzrostu inflacji jest znana, co nie jest tak niebezpieczne, jak pojawienie się procesów w gospodarce, których nie rozumiemy. W związku z tym konsumenci, a szczególnie producenci, nie powinni drastycznie podnosić swoich oczekiwań cenowych" – wyjaśnił Dąbrowski.
"Odnosząc się do rynku pracy, to w obecnej chwili znajduje się on w punkcie, w którym trudno stwierdzić, czy podmioty uzyskałyby dodatkowe podwyżki płac. Rynek pracy na razie sprzyja nieco łagodniejszej polityce pieniężnej, ponieważ niestety sytuacja ulega tam pogorszeniu, co sprawia, że presja na podwyżki płac maleje. Natomiast procesy dezinflacyjne nie objęły jeszcze w pełni rynku usług, gdzie dynamika cen i płac wydaje się uporczywa. Z kolei ceny towarów od pewnego czasu rosną wolniej niż CPI" – dodał.
Marcowe badania GUS wskazują na zmianę przewidywań w Polsce w kierunku znacznie wyższej inflacji – statystyka bilansowa oczekiwań wzrosła do najwyższego poziomu od IV kw. 2022 r. (33,3 pkt. na 100 pkt. możliwych), podobnie jak odsetek respondentów prognozujących szybszy wzrost cen niż obecnie (18 proc.).
Zapytany o kwestie parametrów rezerwy obowiązkowej – stopy rezerwy i oprocentowania jej środków, Dąbrowski oznajmił, że w ostatnim czasie Rada nie prowadziła na ten temat rozmów, chociaż jest to temat, który można omówić w dalszej perspektywie.
"Uważam, że najpierw należy ustalić, jaki będzie ostateczny poziom stóp procentowych, lecz obecnie nasza uwaga jest skupiona gdzie indziej ze względu na konflikt irański. Kiedy ustalimy docelowy poziom stóp, można będzie rozpocząć dyskusję o parametrach rezerwy obowiązkowej" – powiedział.
Stopa rezerwy obowiązkowej NBP wynosi od marca 2022 r. 3,50 proc., a oprocentowanie środków rezerwy obowiązkowej jest ustalone na poziomie stopy referencyjnej NBP.
Ostatnie osłabienie złotego w wyniku unikania ryzyka na rynkach nie budzi w ocenie Dąbrowskiego niepokoju.
"To normalna reakcja na bieżące turbulencje. Dodatkowo deprecjacja nie jest silna, wręcz spokojna, więc aktualnie wahania kursu nie będą miały istotnego wpływu na CPI. Należy zauważyć, że kanał kursowy jest najmniej znaczący w całym mechanizmie transmisji" – oznajmił.
Od momentu wybuchu wojny w Iranie złoty tracił w szczytowych momentach deprecjacji względem USD nawet 5 proc. (do 3,75/USD), a wobec EUR do 2 proc. (4,31/EUR). W środę po południu USD/PLN był kwotowany w okolicach 3,70, a EUR/PLN 4,27, co wskazuje na straty dla polskiej waluty względem stanu sprzed konfliktu o ok. 3,5 proc. i 1 proc.
SAFE ZERO PROC. I SAFE Z UE SĄ KOMPLEMENTARNE, SKUP OBLIGACJI NA ZBROJENIA TYLKO W SYTUACJI KRYZYSOWEJ
Prezydent Karol Nawrocki i prezes NBP Adam Glapiński zaprezentowali w marcu ideę ewentualnego przeznaczenia na wydatki obronne Polski zysków banku centralnego pochodzących z niezrealizowanych przychodów ze wzrostu wartości złota w rezerwach walutowych NBP.
Niezrealizowane przychody z wyceny kruszcu według NBP wynoszą około 197 mld zł i mogłyby być wykorzystane w ciągu kilku lat. Polegałoby to na sprzedaży złota za waluty lub ich ekwiwalent, czyli zamianie jednego rodzaju aktywów w rezerwach na inne, bez zmiany całkowitego poziomu rezerw, z zamiarem ponownego zakupu złota, aby wyrównać jego udział w rezerwach w późniejszym okresie.
"Przy takiej operacji mógłby zostać wygenerowany nadzwyczajny zysk, który oczywiście byłby rozłożony na kilka lat. Ta wyjątkowość wynikałaby nie z samego faktu przeprowadzania takich operacji, ponieważ NBP stale aktywnie zarządza rezerwami innymi niż złoto, lecz ze skali operacji. Potencjalnie mogą to być bardzo duże kwoty przy obecnych cenach złota, które w sytuacji ryzyka geopolitycznego mogą się utrzymać, a nawet wzrosnąć" – wskazuje Dąbrowski.
W odniesieniu do roli RPP w takich operacjach Dąbrowski wyjaśnia, że Rada, zatwierdzając sprawozdanie finansowe, plan finansowy NBP, czy ogólnie dokumenty zarządu NBP, analizuje je pod kątem efektywności polityki pieniężnej. Rozłożenie w czasie operacji sprzedaży złota przez NBP i wykorzystania środków z tego tytułu przez rząd miałoby akceptowalne konsekwencje inflacyjne.
"W przypadku, gdyby NBP wypracował zyski z tytułu aktywnego zarządzania rezerwami złota, a te środki trafiłyby do rządu, który by je wydatkował, to zwiększyłaby się podaż pieniądza, a NBP musiałby to sterylizować. Oznaczałoby to koszty prowadzenia polityki pieniężnej i pewne kwestie inflacyjne. Jednak nie stanowiłoby to problemu, gdyby napływ środków z zysków NBP był rozłożony w czasie. Istotne jest również, na ile elastyczna jest podaż w sektorze zbrojeniowym i pokrewnych branżach, ponieważ jeśli produkcja wzrośnie, to nie ma zagrożenia. Jedynym zagrożeniem jest nieelastyczna podaż i firmy zbrojeniowe podnoszące ceny, co przekłada się na wyższe zyski, wynagrodzenia itd. w tym sektorze" – powiedział Dąbrowski.
Jego zdaniem obie propozycje programu SAFE – rządowa oraz propozycja prezydenta – wzajemnie się uzupełniają i można z nich korzystać łącznie.
"Ekonomia poszukuje optymalnych rozwiązań, nakazuje analizować koszty alternatywne w kontekście alokacji ograniczonych zasobów. W związku z tym należy najpierw określić, jak szybko jesteśmy w stanie zmodernizować armię, oprzeć ją na przemyśle dronowo-rakietowym i zapewnić jej świadomość sytuacyjną pola walki. Następnie należy ustalić koszt, a na końcu dyskutować o finansowaniu tych inwestycji" – uzupełnia członek RPP.
Zapytany o ewentualne finansowanie zbrojeń z wykorzystaniem innych instrumentów banku centralnego, Dąbrowski zauważa, że w trakcie debaty pojawił się temat skupu obligacji, emitowanych przez fundusze celowe z przeznaczeniem na cele militarne, przez bank centralny z rynku wtórnego.
Członek RPP uważa, że takie działania są potencjalnie możliwe, jednakże zazwyczaj stosuje się je wyłącznie w sytuacjach zaburzonej stabilności systemu finansowego, co aktualnie nie ma miejsca.
"Obecnie taka sytuacja nie występuje, nie mamy niemal zerowych stóp nominalnych, podwyższonej awersji do ryzyka ani braku popytu na papiery rządowe ze strony rynków. Celem QE jest wzrost wartości aktywów, czyli obniżenie rentowności długoterminowych stóp, a skoro nie ma i nie widać problemów z popytem na polskie papiery wartościowe, to nie ma o czym dyskutować" – podsumowuje.
Rafał Tuszyński (PAP Biznes)
tus/ ana/
