Centrum Dokumentacyjne Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie w Berlinie zjednoczyło wspomnienia o niemieckich poszkodowanych wojny z pojednaniem z krajami ościennymi. Zrzeszenie Wypędzonych (BdV) pragnie przejąć ster nad muzeum, co znowu może sprowokować oskarżenia o historyczny rewizjonizm – konstatuje „FAZ”.

„Frankfurter Allgemeine Zeitung” (FAZ) w artykule opublikowanym we wtorek sygnalizuje ambicje Zrzeszenia Wypędzonych (BdV), aby przejąć kontrolę nad Fundacją Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie oraz Centrum Dokumentacji w Berlinie, dedykowanemu historii przymusowych przesiedleń oraz wspieraniu dialogu z Polską i innymi sąsiadami Niemiec.
Według autora Andreasa Kilba, BdV posiada wciąż „symboliczną moc” w Niemczech, pomimo że starsze pokolenie wysiedlonych odeszło i nie wiadomo, ile osób tak naprawdę ta organizacja reprezentuje.
Obecnie BdV przygotowuje się do przejęcia kontroli nad jednym z kluczowych projektów historyczno-politycznych Republiki Federalnej Niemiec – Fundacją Ucieczka, Wysiedlenie, Pojednanie wraz z jej stałą ekspozycją w Deutschlandhaus w Berlinie – konstatuje Kilb.
Polityczny atak na muzeum w Berlinie
Autor przypomniał, że Fundacja powstała w 2008 roku po wieloletnich sporach, za sprawą decyzji ówczesnej koalicji rządowej CDU/CSU i SPD. Centrum z ekspozycją stałą powstało 13 lat później. Dzięki dyrektor Gunduli Bavendamm działalność placówki była dotychczas nakierowana na pojednanie z państwami sąsiednimi.
Jak podkreślił Kilb, w listopadzie 2025 r. rada fundacji nie zgodziła się na kolejne przedłużenie umowy z Bavendamm i wbrew opinii rady naukowej ogłosiła nowy nabór na dyrektora. Wśród trzech osób, które dostały się do finałowej tury, jest, prócz ponownie startującej Bavendamm i dyrektora Centrum Dokumentacji Pracy Przymusowej w Berlinie-Schoeneweide Rolanda Borchersa, sekretarz Grupy ds. Wypędzonych, Przesiedleńców i Mniejszości Niemieckich w klubie parlamentarnym CDU/CSU w Bundestagu Sven Oole. To z nim BdV wiąże nadzieje na uzyskanie decydującego wpływu na Centrum – zaznaczył Kilb.
Jak utrzymuje „FAZ”, to właśnie 60-osobowa grupa parlamentarzystów z Grupy ds. Wypędzonych odgrywa zasadniczą rolę w bitwie o władzę w Fundacji. Dzięki ich staraniom, nadzór nad instytucjami powiązanymi ze związkami ziomkostw, takimi jak muzea, archiwa, biblioteki i placówki artystyczne, został przeniesiony z urzędu ministra stanu do spraw kultury przy urzędzie kanclerskim, do ministerstwa spraw wewnętrznych pod wodzą polityka bawarskiej CSU Alexandra Dobrindta. Christoph de Vries, sekretarz stanu w MSW, zajmujący się bezpośrednio tymi sprawami, jest jednocześnie wiceszefem Grupy ds. Wypędzonych.
„Ta modyfikacja była od dawna żądaniem BdV. Została ona uwzględniona w programie wyborczym chadecji z 2025 roku, a SPD, która znowu rządzi w koalicji z chadecją, nie oponowała temu. Już parę miesięcy po wyborach zostało to zrealizowane” – czytamy w „FAZ”.
Koniec epoki pojednania?
Rozważając nad przeobrażeniami, jakie może spowodować zatrudnienie na stanowisku dyrektora Centrum polityka związanego z BdV, Kilb przypomniał postulaty ówczesnego szefa BdV Bernda Fabritiusa z 2024 r. W piśmie do dyrektorki Bavendamm, krytykował on katalog wystawy za eksponowanie powiązania między polityką wypędzeń i zagłady prowadzoną podczas wojny przez Trzecią Rzeszę, a powojennymi przymusowymi przesiedleniami Niemców. Według szefa BdV pomyłką jest powoływanie się na to powiązanie w celu „uwiarygodnienia masowych zbrodni wypędzenia”. Fabritius uważał, że wystawa w niewystarczającym stopniu ukazuje historię relacji niemiecko-polskich w okresie międzywojennym oraz polską politykę wobec mniejszości narodowych.
Ekspozycja „nie spełnia oczekiwań wysiedlonych” i przejawia „zbyt mało empatii” – twierdzą parlamentarzyści Grupy Wysiedlonych.
Niemiecki dziennikarz przypomniał, że Fundacja Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie, w początkowym okresie dla wielu obserwatorów z Europy Środkowej i Wschodniej uosabiała „widmo niemieckiego rewizjonizmu historycznego”. To uczucie pogłębiała działalność ówczesnej przewodniczącej BdV Eriki Steinbach, która obecnie należy do skrajnie prawicowej AfD. Za czasów Bavendamm obawa ustąpił miejsca „ostrożnej sympatii”, która przyczyniła się do zmiany wrogiego spojrzenia w Polsce na Niemcy. Zmiana dyrektorki „mogłaby dostarczyć nowej strawy nacjonalistycznym siłom w Warszawie, które w odpowiedzi na narrację BdV stawiającą na pierwszym miejscu własne ofiary, przeciwstawiają swoją (narrację), połączoną z astronomicznymi żądaniami odszkodowawczymi pod adresem dawnego agresora”.
Walka o pamięć w Berlinie
Jak pisze „FAZ”, rada fundacji powołała już grupę roboczą, która ma pracować nad zmianami w ekspozycji. Szczegółowe plany nie są znane, ale szefem grupy jest poseł Klaus-Peter Willsch, przewodniczący Grupy ds. Wypędzonych w Bundestagu.
Następnym „logicznym posunięciem” w kierunku przejęcia kontroli byłoby mianowanie na dyrektora Centrum Svena Oolego. Jako wieloletni dyrektor Grupy ds. Wypędzonych polityk zna jej historyczno-polityczne dążenia „na pamięć”. Wśród pracowników fundacji jest on postrzegany jako „nadzorca z ramienia BdV” – konstatuje „FAZ”.
Członkowie rady naukowej Fundacji, wśród których znajdują się historycy reprezentujący różne opcje polityczne, w przypadku wyboru Oolego na dyrektora, zadeklarowali rezygnację ze współpracy. „Byłby to jednoznaczny znak dla sąsiadów Niemiec, że projekt fundacji zakończył się klęską” – pisze w podsumowaniu Kilb. (PAP)
lep/ mal/
