Drogowe i kolejowe inwestycje zagrożone przez protesty w przetargach.

Firmy konkurują coraz intensywniej o zlecenia, a Krajowa Izba Odwoławcza jest przepełniona apelacjami. W rezultacie inicjacja budów będzie doświadczać coraz większych przesunięć w czasie.

Drogowe i kolejowe inwestycje zagrożone przez protesty w przetargach. 2

Foto: Adobe Stock

Adam Woźniak

Reklama

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie czynniki powodują zwolnienie tempa realizacji zasadniczych projektów infrastrukturalnych w Polsce.
  • Co jest przyczyną narastającej liczby zażaleń na rezultaty konkursów ofert w sektorze budowlanym.
  • W jaki sposób mechanizm wnoszenia odwołań do Krajowej Izby Odwoławczej generuje opóźnienia.
  • Jak praktyki podmiotów zamawiających środki publiczne oraz struktura przetargów wpływają na utrudnienia procesów inwestycyjnych.

Wykonanie rządowych programów infrastrukturalnych jest zagrożone stagnacją. Pomimo anonsowanego zwiększenia środków finansowych na wznoszenie zarówno dróg ekspresowych, jak i unowocześnianie szlaków kolejowych, dynamika inwestycji będzie się zmniejszać z powodu wzrastającej liczby odwołań od wyników procedur przetargowych – sygnalizuje Polski Związek Pracodawców Budownictwa (PZPB).

Reklama Reklama

Jedną z przyczyn ma stanowić utrzymująca się od około dwóch lat bessa na rynku budowlanym, która uwidacznia się w intensywnej walce wykonawców o każde zamówienie, byleby zapełnić puste portfele zamówień. Ma to niekorzystne następstwa. – Potyczki prawne, w których dopuszczalne są wszelkie metody, zrażają do siebie firmy, pogarszają klimat na rynku oraz umacniają wizerunek budownictwa jako branży, gdzie triumfują najbystrzejsi lub najsilniejsi. A przede wszystkim znacząco się przeciąga proces wyboru realizatora, co spowoduje, że zamiast ogłaszanego przez premiera Donalda Tuska „roku przyspieszenia”, nadchodzące miesiące mogą minąć pod znakiem przedłużającego się spowolnienia – przestrzega Damian Kaźmierczak, wiceprezes PZPB.

Dwa razy więcej apelacji

W bardzo krótkim okresie czasu ilość odwołań do Krajowej Izby Odwoławczej powiększyła się dwukrotnie, tak samo jak czas analizowania spraw. Na 23 umowy zawarte w 2025 roku przez GDDKiA, ponad połowa (12) zanim została podpisana, została skierowana do KIO, z tego kolejna połowa (6) została poddana zaskarżeniu do sądu, gdzie rozstrzygnięcie sprawy może zająć rok. Problem stanowi także niski poziom wymogu wniesienia odwołania do KIO. – Wielu wykonawców wykorzystuje ten instrument bez większych obaw, gdyż koszt jest znikomy, a potencjalna korzyść w postaci wykluczenia konkurenta z konkursu ofert bardzo znacząca. Opłata w kwocie 20 tys. zł jest taka sama zarówno przy kontrakcie wartym 30 mln zł, jak i 3 mld zł – dodaje Kaźmierczak.

Według Barbary Dzieciuchowicz, prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Drogownictwa (OIGD), powiększająca się ilość odwołań nie wynika jedynie z niskich opłat za ich wnoszenie. To w znacznej mierze rezultat kumulowania ogłaszanych konkursów ofert w krótkim czasie, jak np. pod koniec 2025 roku, kiedy GDDKiA w grudniu, po okresie względnej bezczynności, zaczęła usilnie forsować postępowania. – Przez cały rok nic istotnego się nie działo, ukazywały się pojedyncze przetargi, a w grudniu nastąpił ich nagły wzrost. Zatem na rynku pojawiło się duże zdenerwowanie. Taka sytuacja powoduje, że firmy pragną za wszelką cenę pozyskać zamówienie, ponieważ nie mają pewności, że w następnych miesiącach pojawią się kolejne – mówi Dzieciuchowicz.

Reklama Reklama Reklama

Duże warto podzielić

OIGD zwraca także uwagę na konkursy ofert o bardzo dużej wartości, które – jeśli nie występowałyby istotne przeszkody – można byłoby podzielić na mniejsze. Przykładem miałby być przetarg na budowę linii kolejowej Rail Baltica na odcinku Białystok – Ełk, którego wartość sięga 5 mld zł, gdzie postanowienie KIO, niekorzystne dla wykonawcy z najniższą ceną, zostało przez niego zaskarżone do sądu. – Być może rozdzielenie postępowania na mniejsze, warte np. po 1 mld zł, pozwoliłoby uniknąć tak dużych problemów – dodaje Dzieciuchowicz. Kłopotem jest również jakość dokumentów przetargowych, w których niektóre zapisy zamawiającego nie są precyzyjne, w efekcie czego wykonawcy posiadający wątpliwości składają sprzeciwy. Ponieważ istnieje realne niebezpieczeństwo, że realizacja inwestycji ulegnie spowolnieniu, podjęcie czynności, które usprawnią proces rozpatrywania odwołań staje się coraz bardziej niezbędne – uważa OIGD.

Czy powiększenie opłat byłoby dobrym rozwiązaniem? Opinie w branży są podzielone. Byłoby to dyskryminujące dla części rynku, promując duże przedsiębiorstwa. W wyniku podniesienia wysokości opłat część firm średnich i mniejszych miałaby ograniczony dostęp do wnoszenia odwołań do KIO. – Pomimo że Mirbud jest zaliczany do dużych podmiotów, to uważamy, że wszystkie firmy powinny posiadać równy dostęp do prawa wniesienia odwołania do KIO na polskim rynku budowlanym, zdominowanym obecnie przez duże korporacje z kapitałem zagranicznym – oznajmia Paweł Bruger, dyrektor ds. komunikacji korporacyjnej Mirbudu. Jego zdaniem, utrudnianie dostępu dla mniejszych podmiotów jedynie pogłębiłoby nierówności.

Zamieszanie na placach budowy

Według PZPB, instytucje publiczne powinny znaleźć sposób na usystematyzowanie tej kwestii przynajmniej w odniesieniu do największych kontraktów. – Nie chodzi o ograniczenie komukolwiek dostępu do środków ochrony prawnej przed KIO, lecz o skłonienie wykonawców do bardziej selektywnego i rozważnego korzystania z odwołań, co mogłoby przyczynić się do przyśpieszenia wykonania inwestycji publicznych – mówi Kaźmierczak.

Tymczasem narastającym problemem jest nie tylko zawalona odwołaniami KIO. – Kluczową przeszkodą staje się już teraz rynek kompetencji inżynierskich. Będziemy obserwować dalszy, bezprecedensowy odpływ, gdzie najbardziej doświadczona kadra będzie masowo przejmowana przez projekty strategiczne, co może zachwiać mniejsze, ale równie istotne inwestycje, w tym samorządowe – twierdzi Renata Mordak, członkini zarządu firmy Multiconsult Polska, oferującej usługi projektowe, nadzorcze i doradcze. Problem dotknie nie tylko kadry inżynierskie, ale także doświadczony personel na budowach.

To wszystko może posiadać poważne konsekwencje w kontekście spodziewanej w najbliższych 2-3 latach kumulacji inwestycji. Zwłaszcza, że rozpoczęcie realizacji Portu Polska, budowy terminala kontenerowego w Świnoujściu, elektrowni jądrowej w Choczewie, jak również zwiększenie nakładów na modernizację szlaków kolejowych i wznoszenie dróg ekspresowych może – oprócz paraliżowania instytucji na różne sposoby związanych z realizacją inwestycji – dodatkowo zawyżyć koszty budów, wyczerpać zasoby rynku pracy oraz wprowadzić chaos w logistyce.

No votes yet.
Please wait...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *