Zaczynali skromnie w roku 2016, opierając się na relacjach osobistych i obopólnym kredycie zaufania. Aktualnie wrocławska spółka Spyrosoft zatrudnia 2000 osób na całym globie, zaś jej angielska filia to 200-osobowa ekipa działająca dla czołowych podmiotów z sektora finansów i mediów. Dyrektor generalny Spyrosoft UK ujawnia, w jaki sposób zespolić polską kulturę pracy z brytyjskim modelem biznesowym i dlaczego do pomyślnej ekspansji na Wyspach niezastąpiony jest miejscowy lider.

Kiedy w 2016 roku podjęto decyzję o założeniu Spyrosoftu, zamysł był jasny, acz ambitny: skojarzyć znaczne zapotrzebowanie brytyjskiego rynku z wysokiej klasy umiejętnościami polskich inżynierów. Jak wspomina Dyrektor Generalny Spyrosoft UK Andrew Radcliffe był on pierwszym pracownikiem przedsiębiorstwa. Jego małżonka zajmowała się rachunkowością. Firma rozrastała się samorzutnie, wspierana wyłącznie przez znakomitą markę i rekomendacje od usatysfakcjonowanych klientów. Rezultat? W 2024 roku dochody całej grupy notowanej na warszawskiej giełdzie sięgały blisko 100 milionów funtów.
– Funkcjonujemy w wielu rozmaitych gałęziach przemysłu na całym świecie, obejmujących wszystko, począwszy od oprogramowania dla korporacji (enterprise software). A to uwzględnia usługi finansowe, media, ochronę zdrowia, e-commerce i tym podobne. Lecz posiadamy również wbudowaną, specjalistyczną część naszej działalności. Wykonujemy wiele pracy w dziedzinie robotyki i motoryzacji, by wspomnieć tylko niektóre. Aktualnie nie mogę podać wpływów za rok 2025, ponieważ trwa ich audyt. Zostaną ogłoszone wkrótce – zaznacza lider brytyjskiego oddziału firmy.
Geneza firmy, innymi słowy, jak Polak z Anglikiem zakładali biznes
– Współzałożyciel, który obecnie pełni funkcję CEO naszej grupy w Polsce, jest moim kolegą. Dysponowaliśmy wtedy komplementarnymi umiejętnościami. W gruncie rzeczy brytyjska firma została założona jako pierwsza tylko dlatego, że ja zrezygnowałem z pracy, aby założyć firmę wcześniej niż on. Co się tyczy motywacji, dostrzegliśmy niszę na rynku – objaśnia Andrew Radcliffe.
Zobacz także
Rozlicz PIT online i zyskaj maksymalny zwrot podatku za 2025 r.
Co Brytyjczyk dostrzegł szczególnego w Polsce? – Zauważyłem, że dysponuje doskonałym zapleczem technologicznym i wysoko wykwalifikowanymi inżynierami oprogramowania, którzy wyróżniają się solidną etyką pracy oraz pokrewieństwem kulturowym z Wielką Brytanią – opisuje CEO. – Ponieważ miałem już doświadczenie w modelu nearshore, takie podejście do kreowania IT było dla mnie naturalne. Z kolei na rynku brytyjskim utrzymywał się ogromny popyt na innowacje i zapotrzebowanie na wiedzę ekspercką, sprzężone z dążeniem do optymalizacji kosztów. Synergia tych dwóch czynników – brytyjskich potrzeb i polskiego „motora technologicznego” – dała w praktyce znakomite rezultaty – dodaje.
Przepis na sukces w UK? "Lokalny lider to wymóg"
Obecnie brytyjski rynek IT stawia przed zagranicznymi firmami nowe roszczenia. Klienci coraz częściej oczekują obecności partnerów technologicznych bezpośrednio na miejscu. Dostrzegalny jest wyraźny trend "UK first", szczególnie w odniesieniu do projektów transformacji sektora publicznego.
– Aby osiągnąć sukces, niezbędne jest lokalne przedstawicielstwo. Potrzebny jest obywatel brytyjski, który rozumie system podatkowy i biznesowy. To niezmiernie trudne, jeśli prowadzisz brytyjski oddział z Polski i nie masz tutaj miejscowych ludzi – podkreśla szef Spyrosoft UK, radząc polskim firmom, aby przy ekspansji zatrudniały ekspertów z lokalnego rynku.
Do tego dochodzi wzrastająca presja kosztowa. – Dziś jest to bardziej odczuwalne niż dekadę temu, jednakże jako młodsza firma nadal się z tym borykamy – konkretyzuje CEO UK. Jak firma sobie z tym radzi? Istotne jest nieszablonowe podejście, angażowanie pracowników jedynie wówczas, gdy jest to rzeczywiście konieczne, wykorzystywanie elastycznej siły roboczej, angażowanie podwykonawców i freelancerów do ról, które nie są kluczowe, tworzenie ekosystemu partnerów, na których można polegać.
Każda niewielka firma, która pragnie sukcesu i rozwija się, musi kontrolować swoje przepływy pieniężne (cash flow), śledzić wynik finansowy netto (bottom line), unikać zaciągania nadmiernych pożyczek… Po prostu rozważna przedsiębiorczość biznesowa – podsumowuje.
Sztuczna inteligencja i koszulki uwięzione z powodu brexitu
Spyrosoft, analogicznie jak wiele globalnych przedsiębiorstw, musiał zmierzyć się z brexitem. Paradoksalnie, jako firma świadcząca usługi cyfrowe, nie odczuli oni dotkliwie jego następstw. Nowa rzeczywistość dała o sobie znać w dość osobliwy sposób – gigantycznymi cłami nałożonymi na firmowe koszulki i bluzy wysłane z Polski na eventy w UK, które niespodziewanie stały się "najdroższymi koszulkami na świecie".
Obecnie jednak brexit nie odgrywa już tak newralgicznej roli, jak sztuczna inteligencja. Wielka Brytania inwestuje dziesiątki miliardów funtów w infrastrukturę i rozwój kompetencji AI. Wyzwaniem dla branży nie jest brak środków po stronie klientów, lecz dotkliwy deficyt specjalistów, którzy potrafią właściwie uporządkować architekturę informacji w firmach, nim te będą mogły wdrożyć rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji.
Dla firm technologicznych, takich jak Spyrosoft, które są w stanie dostarczyć te unikalne kompetencje na czas, Wielka Brytania pozostaje rynkiem o niemal nieograniczonym potencjale, stanowiąc jednocześnie doskonały pomost do dalszej ekspansji na rynek amerykański.
Starcie kultur: bezpośredni Polacy i "stonowani" Brytyjczycy
Mimo że Wielką Brytanię i Polskę łączy wspólne poczucie humoru i zbliżona etyka pracy, odmienności kulturowe w biznesie bywają wyraźne. Według CEO Spyrosoft UK kluczem do powodzenia było ich szybkie rozpoznanie. – Nie nawiązałbym współpracy z moim przyjacielem, gdybym nie czuł, że jesteśmy naprawdę dobrze dopasowani – wyjaśnia.
Polski styl podejmowania decyzji jest często zero-jedynkowy i oparty na czytelnej hierarchii. Brytyjczycy preferują płaskie struktury zarządzania, gdzie na jednym stanowisku łączy się wiele funkcji (np. project managera i line managera). Prawdziwym sprawdzianem bywa jednak komunikacja.
W Wielkiej Brytanii dyskusje często orbitują wokół tematu. Anglicy nie chcąc urazić interlokutora, potrafią używać bardzo "delikatnego" języka, który może być mylnie odebrany. Z kolei Polacy komunikują się znacznie prędzej i bardziej wprost, co na początku kooperacji wymagało od obu stron wyrozumiałości i sztuki kompromisu.
Rozmowę umożliwiła brytyjska ambasada w Warszawie. Celem spotkania było przedstawienie drogi polskich firm do rynków w Zjednoczonym Królestwie.
aw
