
Ci, którzy mają szczęście do przeszłości, liczą każdy grosz. A ci, którzy nie mają, grają w finansową ruletkę. I można ich zrozumieć, informuje Ukr.Media.
Każde pokolenie ma swój święty obowiązek, nierozerwalnie związany z wiekiem – usiąść wieczorem w kuchni, nalać sobie czegoś mocnego i zacząć melancholijnie narzekać, że młodość poszła w złą stronę. Lenistwo, nieodpowiedzialność. Ale obecni „buzzers” zdają się mieć to w nosie. Są nieustannie krytykowani za to, że nie chcą umrzeć ze stresu na otwartej przestrzeni, wydają ostatnie pieniądze na konwencjonalne Balenciagi i z jakiegoś powodu wierzą, że krypta albo kolejny obrazek z pikselową małpą uczyni ich bogatymi.
Wcześniej młodzi ludzie przynajmniej by się krzywili. A ci tylko kiwają głowami. Tak, mówią, nie chcemy się nadwyrężać. Wymyślili eleganckie określenie na to: „ciche zwolnienie”, zamknęli laptopy dokładnie o szóstej i poszli napić się matcha latte. Można by to wszystko uznać za infantylizm i rozpieszczenie, gdyby nie jeden szczegół: ich zachowanie jest absolutnie logiczne. To po prostu zdrowa reakcja na załamanie się gospodarki.
Niedawno ekonomiści z uniwersytetów w Chicago i Northwestern przeanalizowali wyciągi bankowe i przyjrzeli się, jak ludzie wydają pieniądze. I zauważyli bardzo prosty schemat. Ci, którzy marzą tylko o własnych metrach kwadratowych, zaczynają żyć dniem dzisiejszym. Wydają pieniądze na podróże, na zawodowe pośpiechy i inwestują w najbardziej ryzykowne aktywa. W Wielkiej Brytanii, nawiasem mówiąc, sytuacja jest podobna, tylko że tam młodzi ludzie, którzy nie mają szans na kredyt hipoteczny, masowo inwestują w kasyna online i zakłady bukmacherskie.
Jednak ci nieliczni, którzy mają to szczęście, że urodzili się w rodzinie, która może pozwolić sobie na wpłatę wstępną, zachowują się jak wzorowi obywatele ubiegłego wieku – oszczędzają, oszczędzają i trzymają się swoich stanowisk.
Kayla Scanlon, felietonistka ekonomiczna, trafnie nazwała to „nihilizmem finansowym”. Sedno sprawy jest proste: jaki sens ma odmawianie sobie podróży czy dobrej kolacji, skoro i tak nigdy nie zaoszczędzisz na mieszkanie?
Nasi rodzice ciężko pracowali, bo wiedzieli, że pewnego dnia dostaną te ukochane klucze. Ty i ja wierzyliśmy, że nadgodziny i lojalność wobec firmy zapewnią im własne nagrania i spokojny sen. Ale co widzi dzisiejszy dwudziestolatek? Aby uzbierać na wkład własny w dużym mieście, musi nie jeść, nie pić, nie mieszkać i dzielić pokój z trzema sąsiadami, aż do siwizny.
Po co siedzieć w biurze do wieczora, żeby dostać podwyżkę o kilka tysięcy hrywien? Ta podwyżka niczego nie rozwiąże, skoro na początek potrzeba sześciocyfrowej sumy. Dlatego o wiele łatwiej wrzucić te kilka tysięcy w nowego memecoina – a on nagle wystrzeli i zacznie zarabiać X-y. Przegrasz – a nawet jeśli pojedziesz z nim do Grecji, to i tak nie wystarczy na porządne mieszkanie. Gorzej nie będzie.
Możesz kręcić głową do woli. Możesz pisać długie felietony o tym, jak bardzo młodzi ludzie potrzebują lekcji edukacji finansowej, że będą musieli dożywotnio wynajmować mieszkanie i nauczyć się gromadzić kapitał w inny sposób, bez przywiązywania się do cegieł i betonu. To wszystko prawda. Gospodarka naprawdę pęka w szwach, gdy całe pokolenie stąpa po tak śliskim lodzie.
Ale szczerze mówiąc, nie mam ochoty ich pouczać. Nie są głupsi od nas. Po prostu grają kartami, które im rozdano. A talia, jeśli się dobrze przyjrzeć, jest dość cienka.
Udział
⚡ Puls Czytelników
Czy jest to zdrowa reakcja na słabą gospodarkę czy po prostu niechęć do wzięcia odpowiedzialności?
0 osób już zagłosowało. Dołącz do dyskusji.
💸 Logiczny protest 🛑 Droga donikąd 🤔 Mam własną teorię
📊 Mapa myśli
💸 Logiczny protest 0% 🛑 Droga donikąd 0% 🤔 Mam własną teorię 0% 💡
Dyskusja dopiero się zaczyna. Bądź pierwszy, który skomentuje!
Uwagi
Nie ma jeszcze komentarzy. Bądź pierwszy!
