Amerykańscy decydenci mogą rozważać próbę opanowania irańskiej wyspy-terminala Chark, położonej w północnej części Zatoki Perskiej – napisał w czwartek „Frankfurter Allgemeine Zeitung”. Jednak potencjalny desant łączy się z niemałym niebezpieczeństwem, gdyż zakłada bezpośredni konflikt z siłami irańskimi, jak również ataki rakietowe i z użyciem bezzałogowych statków powietrznych na żołnierzy ze Stanów Zjednoczonych.

Jak zauważyła „FAZ”, „na wyspie ulokowanej w Zatoce Perskiej, przekształconej w punkt przeładunkowy, realizowany jest załadunek 95 procent irańskiej ropy naftowej, która trafia na eksport za pomocą tankowców”. Strategie jej zajęcia były analizowane przez Amerykanów już w okresie prezydentury Jimmy’ego Cartera, w schyłkowym okresie lat 70. XX wieku.
Jedną z osób, która agituje za ideą zajęcia Charku jest Michael Rubin, który w przeszłości działał w strukturach Pentagonu, a obecnie pracuje w konserwatywnym ośrodku analitycznym American Enterprise Institute. W połowie stycznia Rubin przedstawił artykuł o tytule „Ameryka, zamiast bombardować Iran, powinna dokonać zajęcia terminalu naftowego Chark”. Jego sugestie miały dotrzeć do członków Rady Bezpieczeństwa Narodowego – zaznaczyła „FAZ”.
„Zatoka Perska, w tym newralgiczna cieśnina Ormuz, charakteryzuje się małą głębokością, zwłaszcza w pobliżu irańskiego wybrzeża. Gigantyczne tankowce, których pojemność dochodzi do 3 milionów baryłek, nie mogą podpływać zbyt blisko lądu. Z tej przyczyny Iran transportuje ropę przeznaczoną na eksport poprzez sieć podziemnych rurociągów na wyspę Chark, odległą o około 25 km od brzegu, która została przekształcona w rozległy terminal naftowy” – podano w niemieckiej gazecie.
To tworzy – z perspektywy strategicznej – „ponętny, na pierwszy rzut oka, zamysł (ataku), wykorzystujący geograficzne (specyfiki) Iranu”.
„FAZ” przypomniała jednocześnie, że prezydent USA Donald Trump niejednokrotnie wspominał o konfiskacie ropy należącej do przeciwników USA.
Według opinii eksperta od spraw bezpieczeństwa z Eurasia Group, Marca Gustafsona, który do stycznia pełnił funkcję szefa Situation Room w Białym Domu, koncepcja zajęcia wyspy mogłaby przypaść Trumpowi do gustu. „FAZ” zwróciła uwagę, że Gustafson udostępnił w serwisie LinkedIn wykaz dziesięciu przyczyn, dla których Trump mógłby podjąć próbę przejęcia Charku. Najważniejszą z nich jest fakt, że irańska marynarka wojenna, która dotychczas odpowiadała za obronę wyspy, uległa znacznemu osłabieniu.
Gustafson proponuje, aby wokół wyspy, której powierzchnia jest mniejsza niż połowa Manhattanu, rozmieścić dwa niszczyciele, których zadaniem byłoby odpieranie ataków z powietrza i rakietowych. Jego zdaniem, zajęcie Charku nie tylko zwiększyłoby nacisk na rządzących w Teheranie, ale także umocniło dominację Ameryki na rynku ropy naftowej. „Pojawiają się tu analogie do Wenezueli. Tam jednostki amerykańskiej marynarki wojennej nadzorują eksport ropy, blokując lub przejmując nielegalne tankowce” – skomentowała „FAZ”. Niemniej, całe przedsięwzięcie obarczone byłoby wysokim ryzykiem. W świetle analizy Gustafsona, na którą powołuje się „FAZ”, konieczne byłoby użycie wojsk lądowych, które toczyłyby walki z Irańczykami na wyspie. Przez dłuższy czas utrzymywałoby się również niebezpieczeństwo ataków za pomocą dronów. Dodatkowo, operacja mogłaby doprowadzić do gwałtownego wzrostu cen ropy naftowej. Ostatecznie, Iran mógłby zniszczyć rurociąg, którym surowiec jest transportowany z kontynentu.
Izrael oraz USA dokonały 28 lutego ataków powietrznych na Iran, w wyniku których śmierć poniósł m.in. najwyższy przywódca tego kraju, Ali Chamenei. W odwecie Teheran przeprowadził atak na Izrael oraz parę państw położonych w Zatoce Perskiej, kierując uderzenia zarówno na znajdujące się tam amerykańskie bazy, jak i obiekty o charakterze cywilnym.
Z Berlina Mateusz Obremski (PAP)
mobr/ rtt/
