Czwartkowa sesja na parkietach nowojorskich przyniosła niewielkie zniżki głównych indeksów. Wygląda na to, że amerykański rynek giełdowy nie do końca potrafi ocenić wpływ wojny z Iranem na perspektywy globalnej gospodarki i przyszłe dochody spółek notowanych na giełdzie.

S&P500 zakończył czwartkową sesję na poziomie 6 830,56 punktów, co oznaczało spadek o 0,57%. Warto zauważyć, że pod koniec notowań nowojorskie indeksy odrobiły znaczną część wcześniejszych strat. Dzięki temu Nasdaq Composite stracił jedynie 0,26%, mimo że wcześniej spadał nawet o 1,3%. Średnia przemysłowa Dow Jonesa po stracie 1,61% zakończyła dzień z wynikiem 47 954,50 pkt.


W odpowiedzi Wall Street coraz wyraźniej widać brak pewności w kwestii reakcji na amerykańsko-izraelski atak na Iran. Pierwsza, poniedziałkowa reakcja była w zasadzie obojętna (a nawet lekko wzrostowa). We wtorek udało się złagodzić poważne spadki, a w środę podciągnąć indeksy giełdowe nieco w górę. Czwartek upłynął jednak pod znakiem umiarkowanych spadków i znacznych dziennych wahań nowojorskich indeksów.
Reklama
Zobacz także
Niskie prowizje i brak ukrytych opłat – otwórz rachunek w Saxo Banku (Link afiliacyjny – zarabiamy na prowizji)
Za nami sześć dni bombardowania Iranu oraz kolejnych ataków rakietowych i dronowych przeprowadzonych przez Teheran. Cieśnina Ormuz pozostaje zablokowana, paraliżując około 20% globalnych dostaw ropy naftowej i gazu ziemnego. Konflikt rozszerza się na kolejne państwa regionu (w tym Liban i Azerbejdżan), a ropa Brent kosztuje już blisko 85 USD za baryłkę. Nie wygląda to obiecująco.
– Dziś obserwuj rynek ropy naftowej – on mówi ci wszystko, co powinieneś wiedzieć o tym, dlaczego rynki akcji poszły w dół – podsumował Michael Antonelli, strateg rynkowy z Baird Private Wealth Management, wypowiadający się dla agencji Reuters. To właśnie groźba kryzysu naftowego i energetycznego w tej chwili paraliżuje inwestorów.
Na razie większość uczestników rynku ma nadzieję, że to będzie krótka wojna i że za kilka lub najpóźniej kilkanaście dni sytuacja wróci do normy. Tak, jak to miało miejsce podczas poprzednich bombardowań Iranu w czerwcu 2025 roku. Tyle że wtedy deklarowanym celem władz USA i Izraela było zniszczenie irańskiego programu nuklearnego. A teraz mowa jest o „demilitaryzacji” i zmianie reżimu w Teheranie. Czyli w przybliżeniu to samo, co 4 lata temu Rosja chciała zrobić z Ukrainą w trzy dni.
– Uważamy, że rynki akcji nie doceniają znaczenia konfliktu na Bliskim Wschodzie. Niestety, w wyniku negatywnych wydarzeń może się to szybko zmienić. Nie wierzymy w scenariusz szybkiego zakończenia tej wojny. To jest zupełnie inna skala niż zdarzenia z ubiegłego roku – ocenił Kamil Cisowski z Opoka TFI.
Bardzo napięta sytuacja na rynkach surowców energetycznych sprawiła, że rynek przesunął oczekiwania na kolejną obniżkę stóp procentowych w Rezerwie Federalnej. Z wycen kontraktów terminowych wynika, że następna obniżka stóp w Fedzie oczekiwana jest najwcześniej w lipcu, a prawdopodobieństwo takiego kroku szacowane jest na zaledwie 50% (oraz prawie 70% do wrześniowego posiedzenia FOMC).
Tymczasem optymistyczne dane nadeszły z amerykańskiego rynku pracy. Po znacznie lepszym od przewidywań (choć obiektywnie wciąż bardzo słabym) raporcie ADP w czwartek Raport Challengera wskazał na jedynie 48,3 tys. planowanych redukcji etatów w sektorze korporacyjnym. To o ponad połowę mniej od 108,4 tys. odnotowanych w styczniu. Na bardzo niskim poziomie (213 tys.) utrzymała się również liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych.
