Taniejące uczucia: Tinder, Bumble, Grindr i im podobne są ledwie echem dawnej świetności.

Kiedyś algorytmy miały zaradzić ludzkiemu osamotnieniu, a inwestorzy dostrzegali w tym dochodowe źródło. Przecież uczucie to fundamentalna potrzeba. Obecnie Tinder (Match Group) i Bumble ledwo zipią, notując straty rzędu kilkudziesięciu procent od historycznych maksimów z roku 2021, gdy pandemiczne restrykcje i pragnienie bliskości wystrzeliły wyceny w górę. Nieco lepiej, acz tylko trochę, prezentuje się Grindr, czyli odpowiednik dedykowany społeczności LGBTQ+, lecz to nadal cień dawnej świetności. 

Niska wycena miłości... Aplikacje randkowe to dziś cień dawnej potęgi

fot. TopFoto / / FORUM

Koniec romantycznej prosperity, czyli giełdowy grób zawodów miłosnych

Konfrontacja obietnic sprzed lat z obecną rzeczywistością najbardziej widoczna jest na giełdowych wykresach, które dla potentatów branży wyglądają dziś jak zapis EKG pacjenta w stanie krytycznym. 

Match Group, jakże wymowna nazwa dla firmy w tej branży, czyli właścicielowi takich aplikacji, jak: Tinder, Hinge i OkCupid zdecydowanie nie wyszedł “sojusz” z giełdą. Udziały przedsiębiorstwa, które w 2021 roku osiągały cenę ponad 170 USD, aktualnie próbują utrzymać się w okolicy 30-31 USD. 

TradingView

Upublicznione na początku lutego wyniki za IV kwartał zdemaskowały zasadniczy problem modelu: ilość użytkowników uiszczających opłaty (payers) obniżyła się o 5% rok do roku do 13,8 miliona, a wpływy z samego Tindera maleją o 3%. 

W jaki sposób spółka chroni dochody? Podnosi ceny. Naturalnie tym, którzy nadal ufają algorytmowi. Przychód na użytkownika (RPP) podniósł się o 7% do przeszło 20 dolarów, a poza tym udziałowców uspokaja się kolosalnymi skupami akcji własnych (prawie 800 mln USD w samym 2025 r.) i rosnącą popularnością aplikacji Hinge – to swoisty Tinder tylko pod inną nazwą, jednak prognozy przychodów na 2026 rok zakładają zerowy wzrost i zastój. 

Odwet na byłym pracodawcy, któremu wyczerpało się paliwo

Analogicznie ma się rzecz z Bumble, czyli aplikacją utworzoną przez… byłą współzałożycielkę Tindera tuż po tym, jak opuściła start-up w atmosferze medialnego skandalu. Aplikacja, która wsławiła się tym, że „kobiety wykonują pierwszy ruch”, zadebiutowała w lutym 2021 roku z ceną 43 dolarów za akcję (na otwarciu wzrastając do 76 USD). Dziś kurs lawiruje w okolicach raptem 3 dolarów, co oznacza regres z maksimów o zatrważające 96%. Jeżeli zatem ktoś w rezultacie popandemicznego entuzjazmu zainwestował w Bumble 1000 dolarów podczas debiutu, to aktualnie z tej sumy pozostało mu zaledwie około 75 dolarów.

TradingView

Spółka boryka się z dramatycznym odpływem użytkowników uiszczających opłaty. Z najnowszych danych za III kwartał 2025 roku wynika, że baza płacących abonentów skurczyła się aż o 16% rok do roku, spadając do 3,6 miliona osób. W wypadku samej flagowej aplikacji Bumble regres ten wyniósł dotkliwe 18%.

Kołem ratunkowym jest tu ten sam schemat, co w wypadku Tindera, czyli bazuje na wyciskaniu maksimum z tych, którzy jeszcze w aplikacji pozostali. Bumble podniosło opłaty, co wywindowało przeciętny przychód na użytkownika (ARPPU) o blisko 7% do pułapu ponad 22 dolarów, jednak przychody ogólne spółki i tak spadły o 10%, a prognozy z przełomu 2025 i 2026 roku nie pozostawiają nadziei, zakładając dalsze, dwucyfrowe tąpnięcie (nawet o 14-17% r/r). 

Geje i lesbijki płacą więcej, czyli osobliwość napędzana wiernością

Na tym giełdowym cmentarzysku zawodów miłosnych odnajdziemy jednak jeden nader interesujący przypadek. Jest to Grindr – wyjątek potwierdzający tezę. Pomimo, że kurs spółki również ma za sobą spore turbulencje i spadł w lutym 2026 roku w okolice 11 dolarów (z ubiegłorocznych szczytów sięgających ponad 25 USD), to pod względem fundamentalnym biznes ten wymyka się branżowemu kryzysowi.

TradingView

W przeciwieństwie do Tindera czy Bumble, które tracą klientów, Grindr zapewnia wyniki, które wciąż wywołują podziw. Z danych za III kwartał 2025 roku wynika, że przychody spółki podniosły się o imponujące 30% rok do roku (przebijając 115 mln USD w jednym kwartale), a marża skorygowana EBITDA poszybowała do pułapu 47%. Co więcej, prognozy na 2026 rok wciąż zakładają dynamiczne, dwucyfrowe zwyżki.

Z czego wynika ta odmienność? Przyczyną jest oddana, ściśle zdefiniowana grupa docelowa o zupełnie innej dynamice zaangażowania. Podczas gdy użytkownicy tradycyjnych aplikacji randkowych szybko odczuwają znużenie (tzw. Dating App Fatigue), statystyki Grindr prezentują zupełnie inny obraz: użytkownicy spędzają tam średnio aż 70 minut dziennie, a sama aplikacja dla społeczności LGBTQ+ dawno przestała być jedynie narzędziem do randkowania, stając się integralnym elementem powszedniej komunikacji, czy – jak określa to sam zarząd – „globalną, cyfrową gejowską dzielnicą” (Global Gayborhood). Użytkownicy Grindr o wiele rzadziej zatem usuwają aplikację po znalezieniu partnera, co pozwala spółce skutecznie uniknąć "paradoksu randkowego biznesu" i bezwzględnie monetyzować swoją ponad milionową bazę płacących użytkowników.

Znużenie materiału, czyli Dating App Fatigue

Czemu giełda odwróciła się od Tindera i Bumble? Odpowiedź tkwi nie w zawiłych wskaźnikach finansowych, a w nastrojach społecznych i zjawisku, które w tym tekście już zostało wspomniane. Obserwujemy bowiem właśnie fenomen silnego „zmęczenia aplikacjami randkowymi” (Dating App Fatigue). Dla pokolenia Z (dzisiejszych 20-latków) Tinder nie jest już synonimem współczesnego randkowania. Najmłodsi dorośli powracają do źródeł – poszukują partnerów naturalnie. 

Następnym ciosem dla branży jest postępująca „enshittification” (termin wymyślony przez Cory'ego Doctorowa, oznaczający stopniowe obniżanie jakości platform cyfrowych na rzecz zysków). Aplikacje przeobraziły się w format pay-to-play. Darmowi użytkownicy czują się niedostrzegalni, zepchnięci na sam dół cyfrowego stosu profili. By cokolwiek zdziałać, należy nabyć pakiet Premium, Super Like’i albo status VIP, co w czasie inflacji i wysokich kosztów życia jest jednym z pierwszych wydatków lądujących pod nóż.

Model biznesowy, który unicestwia biznes 

Wszystko to prowadzi do fundamentalnego, wręcz krytycznego błędu w DNA tych spółek. Branża zderzyła się ze ścianą swojego modelu biznesowego, który opiera się na nierozwiązywalnym paradoksie: idealnie funkcjonujący produkt powoduje nieodwracalną utratę klienta uiszczającego opłaty. Jeżeli algorytm rzeczywiście znajdzie ci miłość życia, po prostu kasujesz konto i anulujesz subskrypcję.

Gdy zarządy potentatów uświadomiły sobie, że na zakochanych parach nie da się zapewnić niekończących się wzrostów i dywidendy dla udziałowców, zmieniły zasady gry. Algorytmy przestały sprawnie kojarzyć ludzi, a zaczęły optymalizować ich frustrację. Zostały zaprogramowane tak, aby porcjować sukcesy na tyle rzadko, by zatrzymać użytkownika w aplikacji na dłużej, i na tyle często, by w akcie desperacji sięgnął po kartę kredytową.

Użytkownicy finalnie przejrzeli ten mechanizm. Giełdowa wycena uczucia ledwo się trzyma, a inwestorzy na własnych portfelach uczą się teraz tego, co miliony singli wiedzą już od dawna: z tej „relacji” nic wartościowego już nie wyniknie.

No votes yet.
Please wait...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *