Tragedia w Alpach Austriackich: Zarzuty dla partnera po śmiertelnym wypadku.

Kestin G. poniosła śmierć w wyniku hipotermii w czasie ekspedycji górskiej na Grossglockner. Jej partner i współtowarzysz został oskarżony o nieumyślne spowodowanie zgonu poprzez zaniedbanie. Niniejsza sprawa sądowa odbije się szerokim echem również w gronie alpinistów, przywołując nieśmiertelne, nomen omen, pytanie: czy wolno pozostawić osłabionego partnera podczas zawieruchy śnieżnej?

Śmierć na najwyżej górze Austrii. Partner alpinistki odpowie za „niedbalstwo”

fot. Miroslav Srb / / Shutterstock

Dramat rozegrał się na najwyższym szczycie w Austrii – Glossglockner (wysokość: 3798 m n.p.m.). 33-letnia kobieta zmarła z zimna na jego zboczach. Według opinii prokuratorów winnym jest jej partner, będący zarazem jej chłopakiem, który jako bardziej obeznany w alpinizmie był „odpowiedzialnym przewodnikiem eskapady, którą sam opracował” i nie odwrócił się w porę, ani nie zaalarmował służb ratunkowych.

Osoba zidentyfikowana przez austriackie media jako Thomas P., odrzuca oskarżenia, natomiast jego adwokat, Kurt Jelinek, w rozmowie z BBC określił śmierć kobiety mianem „tragicznego zdarzenia losowego”.

Co dokładnie zarzucają mu organa śledcze? Przede wszystkim fakt, że zabrał swoją dziewczynę na tak wymagającą trasę, mimo że nigdy wcześniej nie uczestniczyła w wyprawie alpejskiej o takim dystansie, poziomie trudności i wysokości, jak również pomimo ciężkich warunków zimowych. Niemniej jednak jej profile w mediach społecznościowych sugerują, że była zapalonym wspinaczem. Bliscy przekazali niemieckim mediom, że lubiła nocne wędrówki po górach.

Następującą listę dalszych przewinień przedstawia prokuratura:

  • wyruszenie o dwie godziny za późno;
  • nie zabranie ze sobą ekwipunku biwakowego (ani innego, niezbędnego w sytuacjach kryzysowych);
  • zezwalanie swojej dziewczynie na noszenie miękkich butów snowboardowych, które nie nadają się do wypraw wysokogórskich w urozmaiconym terenie.

Przeczytaj także

Od 45 tys. dolarów wzwyż za szczyt Everestu. "Największym zagrożeniem są błędy ludzkie i pazerność"

Wstrząsające okoliczności nocnej wyprawy na Grossglockner

Na tym jednak nie koniec. Po dotarciu na górę, w opinii oskarżycieli, mężczyzna powinien był zawrócić, póki to było możliwe. Wiał bowiem silny wiatr o prędkości dochodzącej do 74 km/h. To sprawiło, że z temperatury -8 st. C zrobiła się odczuwalna na poziomie -20. Mimo to nie uczynił tego. Zdaniem strony broniącej żadne z nich nie było wyczerpane, dlatego kontynuowali wspinaczkę. Ponadto mieli dotrzeć do punktu zwanego Frühstücksplatz, czyli miejsca, za którym nie było już odwrotu od zdobycia szczytu.

Według ustaleń prokuratury para znalazła się w potrzasku około godziny 20:50. Śledczy wskazują na to, że mężczyzna nie podjął próby skontaktowania się z policją, ani nie nadał sygnału alarmowego, pomimo że dwie godziny później nad miejscem zdarzenia przelatywał śmigłowiec policyjny.

Linia obrony argumentuje z kolei, że w tym czasie oboje byli w dobrej formie i – z uwagi na bliskość szczytu – nie uznali tej sytuacji za wymagającą interwencji odpowiednich służb.

Zostawił ją w zamieci śnieżnej i poszedł po pomoc?

Z relacji Kurta Jelinka wynika, że pogorszenie się kondycji kobiety nastąpiło gwałtownie i było dla niego „całkowitym zaskoczeniem”. W momencie, gdy Kerstin zaczęła słabnąć, powrót był już niemożliwy. Pomimo tego, że mężczyzna skontaktował się z policją górską o 00:35, przebieg tej rozmowy pozostaje kwestią sporną – strona broniąca twierdzi, że prosił o pomoc, podczas gdy służby sugerują, że mógł lekceważyć powagę sytuacji, a następnie przestał odbierać połączenia.

Dramatyczne wydarzenia rozegrały się zaledwie 40 metrów poniżej szczytu Grossglockner. Około godziny 2:00 w nocy Jelinek podjął decyzję o pozostawieniu wyczerpanej partnerki, aby poszukać wsparcia poprzez trawers szczytu – jego samotne zejście zostało zarejestrowane przez kamery internetowe.

Jednak prokuratura stawia poważne zarzuty:

  • mężczyzna nie otulił kobiety kocem ratunkowym;
  • opóźniał ponowne wezwanie ratowników aż do 3:30.

Ze względu na wichurę helikopter nie mógł wystartować, a Kerstin G. zmarła z powodu wyziębienia na stoku góry.

Jeżeli Thomas P. zostanie uznany za winnego, grozi mu do trzech lat pozbawienia wolności.

Wyrok, który zaszokuje środowisko wspinaczy

Decydujące jest pytanie, kiedy subiektywna ocena sytuacji i podejmowanie ryzyka stają się kwestią odpowiedzialności karnej. Jeśli alpinista zostanie uznany za winnego, może to zwiastować „zmianę paradygmatu w sportach górskich” – uważa austriacka gazeta "Der Standard". Wyrok skazujący niesie ze sobą ryzyko dalekosiężnych konsekwencji dla całego środowiska wysokogórskiego, ponieważ w przyszłości może on stanowić fundament do pociągania wspinaczy do odpowiedzialności za los ich towarzyszy.

Everest to już przeżytek. Za wspinaczkę na K2 trzeba słono zapłacić, a szanse na szczyt są znikome. "To gra w rosyjską ruletkę"

Mount Everest to bezsprzeczny król Himalajów, do którego ustawiają się tłumy. Stał się jednak ofiarą swojej popularności. Ten, kto nie chce tkwić w godzinnej kolejce do szczytu, przenosi się na najbardziej niebezpieczną górę. Samo pozwolenie na wspinaczkę na K2 kosztuje przeciętnie 48 tys. zł. Dodatkowo należy uwzględnić koszty podróży, wynajęcia przewodników i Szerpów.

WIĘCEJ…

opr. aw

No votes yet.
Please wait...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *