Rentowność polskich obligacji spadła poniżej 5%. Niespotykane od niemal czterech lat.

Po raz pierwszy od marca 2022 roku dochodowość polskich obligacji dziesięcioletnich zeszła poniżej psychologicznego progu 5%. Aczkolwiek to, co raduje ministra finansów, z pewnością mniej przypada do gustu entuzjastom lokowania kapitału w relatywnie bezpieczne papiery wartościowe generujące regularny dochód.

Polskie obligacje zeszły poniżej 5%. Po raz pierwszy od 4 lat

fot. Wlodzimierz Wasyluk / / FORUM

Już w czwartek stopa zwrotu (w terminie do wykupu – YTM) polskich 10-latek zeszła zaraz poniżej 5%. I w piątek wciąż malały, do południa obniżając się o przeszło 5 punktów bazowych, zbliżając się do pułapu 4,94%. To najniższa rentowność polskiego długu od marca 2022 roku – to znaczy rosyjskiej agresji na Ukrainę i kryzysu inflacyjnego w Europie.

Zmniejszająca się dochodowość w przypadku obligacji o stałym kuponie oznacza progres ceny rynkowej takiego papieru. Sugeruje to także, że Ministerstwo Finansów może obecnie emitować obligacje, które będą generowały mniejsze wydatki na obsługę długu publicznego. W perspektywie następnych kilku lat chodzi tu o sumy wyrażane w dziesiątkach miliardów złotych. Dlatego też każdy minister finansów lubi, kiedy rentowności obligacji skarbowych się kurczą.

Zobacz także

Postaw pierwsze kroki ku bezpiecznym inwestycjom — przeczytaj nasz poradnik o Obligacjach Skarbowych!

– Inwestorzy cenią stabilną politykę gospodarczą, dynamiczny rozwój i malejącą inflację – zamieścił na platformie X minister finansów Andrzej Domański, pośrednio chwaląc przy tym politykę NBP i Rady Polityki Pieniężnej (w kontekście słabnącej inflacji).

Nie ma jednak cienia wątpliwości, że obniżka rentowności polskiego długu wynika w głównej mierze z redukcji inflacji CPI oraz – co może nawet ważniejsze – ze spadku długoterminowych prognoz inflacyjnych wśród inwestorów. Kiedy bieżąca inflacja CPI przekraczała 18%, rentowność polskich obligacji 10-letnich plasowała się w granicach 6-7%. Jesienią 2022 dochodziło to nawet do 9%.

Wtedy inwestorzy lękali się nie tylko o tempo utraty wartości nabywczej złotego, lecz także o przyszłość państwa polskiego, pośrednio zagrożonego rosyjską agresją na Ukrainę. Obecnie większość tych obaw zniknęła w oddali. Inwestorzy w mgnieniu oka nabywają papiery emitowane przez polskie Ministerstwo Finansów, nawet w sytuacji przekroczenia przez Polskę konstytucyjnego limitu zadłużenia (czyli 60% PKB).

Siłą Polski jest nie tylko obniżająca się inflacja (dziś dowiedzieliśmy się, że w styczniu zmalała do 2,2%), ale również wysoki (i wciąż przyspieszający) jak na standardy europejskie wzrost gospodarczy (rozumiany jako roczna dynamika produktu krajowego brutto). W poprzednim kwartale polska gospodarka wzrastała w tempie 4%, co w tym momencie jest nieosiągalne dla niemal wszystkich państw Unii Europejskiej. Przy tym nie można także pomijać faktu, że światowe rynki finansowe znajdują się aktualnie w stanie niemal euforycznym i globalni inwestorzy wykazują ogromny pociąg do ryzyka. A to może się niezwykle szybko odmienić.

Zniżkujące rentowności polskich obligacji skarbowych mają także swoje drugie, mniej pozytywne oblicze. Z perspektywy oszczędzających oznacza to, że pragnąc teraz zainwestować środki w polski dług skarbowy zarobią oni (przynajmniej w wymiarze nominalnym) wyraźnie mniej niż jeszcze rok temu, kiedy to rentowność polskich 10-latek chwilami przekraczała pułap 6%. Wtedy można było nawet mówić o lokalnej szansie inwestycyjnej.

Lecz obecnie, gdy nawet długoterminowe obligacje państwa polskiego oferują mniej niż 5%, to nawet w warunkach utrzymania inflacji w 2,5-procentowym celu NBP nie jest to już poziom atrakcyjny. – Ustalmy, że wszystko powyżej 5% to obszar względnej atrakcyjności polskiego długu. A tereny „na południe” od 5% są niezbyt zachęcające z punktu widzenia inwestora indywidualnego – proszę wybaczyć autocytat sprzed trzech tygodni. Tym bardziej, że obligacje średnioterminowe „płacą” zdecydowanie mniej. Rentowność polskich 2-latek aktualnie wynosi niespełna 3,5%, a 5-latek to 4,2%. Po odjęciu 19% podatku Belki w najlepszym przypadku zapewne przyniesie to rezultat tylko nieznacznie przewyższający inflację (jeśli ta pozostanie relatywnie niska przez następne lata).

No votes yet.
Please wait...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *