Bezwład warty 100 miliardów euro. Niewidzialny odrzutowiec dzieli Stary Kontynent.

Miał być chlubą Europy i technologią konkurującą z hegemonią Stanów Zjednoczonych. Tymczasem po dziewięciu latach wysiłków Future Combat Air System (FCAS) przekształca się w symbol klęski dyplomatycznej. Francuski Dassault domaga się głównego udziału, Niemcy odczuwają, że zostali ograniczeni do roli „źródła finansowania”. Decyzja co do przyszłości projektu może zostać podjęta jeszcze w tym miesiącu.

"Symbol niemocy" warty 100 mld euro. Myśliwiec widmo dzieli Europę

fot. JohnNewton8 / / Wikipedia

Miała to być wzorcowa kooperacja Berlina i Paryża. Rozpoczęta w roku 2017 przez Emmanuela Macrona i Angelę Merkel. Obecnie, zamiast o nowatorskich technologiach i poważnej alternatywie dla dominacji USA w sektorze, mówi się raczej o bezsilności. Kosztujący niemało program budowy myśliwca VI generacji wisi na włosku, a korporacyjne ambicje potentatów zbrojeniowych – czysto francuskiego Dassault Aviation i europejskiego Airbusa – uniemożliwiają jakikolwiek progres.

Francuskie żądania, czyli większa część dla Dassault

Według raportów „Sueddeutsche Zeitung”, za kulisami trwają ostre rokowania, w których uczucia zeszły na dalszy plan, a na pierwszy wysunęły się argumenty finansowe. 

Francuski koncern Dassault twierdzi, że tylko on dysponuje adekwatną wiedzą technologiczną, dlatego to właśnie Francja, a nie Niemcy, powinna zarządzać projektem, ale również uzyskać większość środków z przyszłych umów. Roszczenia płynące z Francji są precyzyjne i dotkliwe dla Niemiec, które miałyby zostać zredukowane do roli podrzędnego partnera i zrezygnować z zarobków oraz zadowolić się statusem dostawcy poszczególnych elementów nowego samolotu. 

Konflikt się rozszerza. W firmie są bowiem także Hiszpanie, a Madryt, podobnie jak Berlin, wyraża niezadowolenie roszczeniami Dassault i blokowaniem prac przez Francuzów.

W tej sytuacji, pod kątem militarnym, to jednak Francuzi są w gorszej pozycji. Niemcy w obliczu wojny na Ukrainie, ale głównie w obliczu wycofania myśliwców Tornado, które mogły przenosić broń nuklearną i zamiaru pozostania w amerykańskim programie “Nuclear Sharing” postanowiły nabyć od Waszyngtonu myśliwce F-35 (V generacji). To problematyczny układ sił, ponieważ najnowszymi myśliwcami, którymi dysponuje Francja są samoloty Rafale (4,5 generacji), a więc to Francja ma pilną potrzebę i jest „w tyle”. 

Francuski blef, czyli Macron ryzykuje: Czołg za samolot

Prezydent Francji usiłuje więc uratować sytuację; chociaż wydaje się, że nie ma już czego ratować. Z informacji dochodzących z Berlina wynika, że Macron może ogłosić upadek pierwotnego projektu już pod koniec lutego, podczas wystąpienia o bezpieczeństwie. Niemniej jednak, w mediach francuski prezydent nadal próbuje wywierać nacisk na kanclerza Friedricha Merza, uciekając się nawet do szantażu, łącząc przyszłość myśliwca z innym ważnym projektem – czołgiem podstawowym nowej generacji (MGCS).

„Można sobie wyobrazić, że gdyby niemiecki partner zakwestionował wspólny projekt samolotu, bylibyśmy zmuszeni zakwestionować również wspólny projekt czołgu” – przestrzegł Macron w rozmowie z „Le Monde”.

A to dla Niemiec mogłoby być już zbyt wiele. Tym bardziej, że to Niemcy są liderami w produkcji uzbrojenia pancernego na Starym Kontynencie. 

A co w USA? Amerykanie już testują to, o czym Europa dopiero myśli

Podczas gdy Niemcy i Francja walczą o stanowiska i udziały, za oceanem maszyny są już rozgrzewane na pasie startowym. Stany Zjednoczone w rywalizacji o dominację powietrzną (Next Generation Air Dominance – NGAD) wyprzedziły resztę świata o kilka długości.

Dla Amerykanów FCAS to odległa przyszłość, ponieważ swój prototyp myśliwca VI generacji w sekrecie oblatali już… kilka lat temu. Mimo że Pentagon zachowuje szczegóły w tajemnicy, a program przechodzi weryfikację kosztów (cena jednego myśliwca może dochodzić do 300 mln dolarów), to fakty są takie, że USA posiadają latającą technologię, a Europa wciąż koncepcje.

Ponadto Siły Powietrzne USA planują wprowadzenie maszyn do użytku już w okolicach 2030 roku, czyli dekadę wcześniej, niż optymistyczne (i mało realne) założenia francusko-niemieckie.

Plan B: Zerwanie z Francją i alians z Wielką Brytanią i Japonią?

Co się stanie, jeśli giganci się nie porozumieją? Po pierwsze: Nie będzie to pierwszy raz. Francja już raz odstąpiła od projektu wspólnego myśliwca, który przeobraził się w Eurofightera. Wtedy też powstał Rafale. 

Scenariusze są jednak negatywne. FCAS miał być nie tylko samolotem, ale przede wszystkim "systemem systemów", a więc elementem spajającym (sieciocentrycznym – tak to się nazywa) dla dronów, sensorów, radarów i chmury obliczeniowej. W przypadku niepowodzenia samego płatowca, rozważane jest jednak zachowanie samego programu cyfrowej chmury (Air Combat Cloud) i to o to obecnie toczy się walka. Jeśli jednak relacje z Francją się zakończą, Berlin będzie musiał szukać nowych partnerów. Jako alternatywy wymienia się już dołączenie do sojuszu z Wielką Brytanią, Japonią i Włochami i włączenie się do raczkującego programu GCAP albo rozpoczęcie zupełnie nowego projektu ze szwedzkim Saabem. 

Jak podaje Bloomberg, rozważana jest też opcja polubownego rozstania, czyli budowa dwóch odmiennych samolotów na poziomie krajowym, przy zachowaniu wspólnych technologii pod egidą FCAS. Niemieccy politycy tracą jednak cierpliwość do rozwiązań tymczasowych.

– Dwa odrzutowce albo nasz własny, niemiecki projekt, zobaczymy – oznajmił Thomas Erndl, rzecznik ds. polityki obronnej w grupie parlamentarnej kanclerza Merza.

„Będziemy musieli jednak znaleźć innych partnerów, a następnie stworzyć odrzutowiec szóstej generacji pod naszym kierownictwem. Francja ze swojej strony może oczywiście realizować własne plany rozwoju”.

Co na to Francuzi? Dyrektor generalny Dassault, Eric Trappier, deklaruje, że o pomyśle dwóch samolotów nie słyszał i nadal apeluje o "wyraźne przywództwo" – rzecz jasna francuskie.

Oprac. AO.

No votes yet.
Please wait...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *