Europejski szef Hyundaia: Znamy strategię obrony przed natarczywymi chińskimi rywalami.

Nie w 2035 roku, lecz znacznie wcześniej sektor motoryzacyjny w Europie może stanąć w obliczu przełomu. Xavier Martinet, szef Hyundai Motor Europe, alarmuje: „Wytwórcy nie mogą ponosić strat finansowych, wymuszając plan, który się nie sprawdza, a konsumenci nie nabędą pojazdów, na które ich nie będzie stać”. Opowiada także o tym, jaką odpowiedź koreański koncern ma na ofensywę marek chińskich.

Szef Hyundaia na Europę: Wiemy, jak się bronić przed agresywną chińską konkurencją

/ Materiały prasowe

Dla koreańskiego mocarstwa Europa jest kluczowa nie tylko ze względu na rozmiar rynku, lecz również obecność wszystkich znaczących podmiotów oraz najsurowsze regulacje dotyczące emisji spalin. Jako grupa – obejmująca marki Hyundai, Kia i Genesis – koncern stanowi czwartą siłę w branży motoryzacyjnej w Europie i największą spoza kontynentu. Sama marka Hyundai plasuje się w czołowej dziesiątce pod względem sprzedaży.

Zapytany przez Bankier.pl o jej perspektywy w Polsce – gdzie w 2025 roku Hyundai, osiągając wynik 29,2 tys. pojazdów, zajął ósme miejsce – Xavier Martinet odpowiada w sposób wyważony: – Posiadamy wszędzie takie same aspiracje: chcemy być istotnym uczestnikiem na każdym rynku.

Jednak już w następnym zdaniu przyznaje, że zasady gry w ostatnim czasie uległy zmianie.

Nauka z Chin. Jaka reakcja na dynamiczną ekspansję

– Nowością na polskim rynku jest szybki progres marek chińskich. Posiadamy w Europie kilka państw, w których chińscy producenci są niesłychanie aktywni – wyznaje szef Hyundaia w Europie, z którym prowadzimy rozmowę wraz z innymi polskimi dziennikarzami podczas konferencji we Frankfurcie.

Nie kryje, że podejście sektora do Państwa Środka musiało się przeobrazić. Przytacza słowa Jose Munoza, dyrektora generalnego Hyundaia na rynku globalnym.

– W wywiadzie dla „Wall Street Journal” mój przełożony powiedział coś, co doskonale odzwierciedla tę zmianę: „W przeszłości udawałem się do Chin, by uczyć ich konkurencji. Aktualnie jadę tam, aby się uczyć” – relacjonuje Martinet.

Jaką reakcję ma Hyundai na ekspansję chińskich marek, które w Polsce zdobyły już około jednej dziesiątej rynku? – Musimy dopasować naszą strategię, aby znaleźć optymalną równowagę pomiędzy ceną a obrotem sprzedaży. To jedyna metoda, by „zachować nasze uniwersum” – dodaje Martinet.

Hyundai często porównywany jest ze swoją siostrzaną marką – Kią. Dlaczego obydwie firmy walczą między sobą, zamiast współdziałać? – Nie powiedziałbym, że walczymy. Konkurujemy ze sobą w takim samym stopniu, jak rywalizujemy z Volkswagenem, Toyotą lub Renault – wyjaśnia Martinet.

Kluczem do powodzenia ma być wyraźne zróżnicowanie DNA obu marek. Hyundai stawia na unikalny wygląd i zaawansowaną technologię. – Konsumenci nabywają nasze pojazdy, ponieważ prezentują się znakomicie. Ioniq 5 nie przypomina żadnego innego auta na rynku. Nowy Santa Fe czy nawet Tucson w momencie debiutu również się wyróżniały. Design stanowi fundament naszej strategii od 1975 roku, kiedy Giugiaro zaprojektował dla nas model Pony – przypomina Martinet.

Materiały prasowe

Procent, który ma znaczenie

Uważa, że ponowne konkurowanie głównie ceną byłoby pomyłką. – Gdybyśmy tak jak ponad dekadę temu wciąż pozycjonowali się jako marka od niedrogich pojazdów z długą gwarancją, bylibyśmy obecnie bezradni wobec chińskich nowicjuszy. To, co zrobiliśmy przez ostatnie kilkanaście lat – podniesienie pozycji marki, doskonałe produkty, ulokowanie produkcji w Europie – pozwala nam dzisiaj bronić naszej pozycji – wyjaśnia.

Koncern zatrudnia na Starym Kontynencie bezpośrednio 8 tys. pracowników. W samą rozbudowę centrum badawczego w niemieckim Rüsselsheim firma zainwestowała w minionym roku 150 mln euro. Fundamentem są jednak fabryki: w zakład w czeskich Noszowicach, z którego linii zjechało niedawno 5-milionowe auto, Hyundai ulokował od 2008 roku ponad 2 mld euro. Z kolei fabryka w tureckim Izmit, po dofinansowaniu sumą 250 mln euro, jest już w pełni przygotowana do produkcji aut elektrycznych.

– Jesteśmy prawdopodobnie jedną z najlepiej przygotowanych grup, by rzeczywiście walczyć z nowymi graczami na rynku – utrzymuje Martinet. – Najlepszym tego dowodem są wyniki za 2025 rok. Marki chińskie urosły, lecz my nie zanotowaliśmy strat, a nawet zwiększyliśmy sprzedaż w Europie o 1 proc. Ten 1 proc. nie robi zasadniczej różnicy w liczbach bezwzględnych, ale robi ogromną różnicę w kwestii nastawienia – podkreśla.

Europejska sprzedaż wyniosła w 2025 roku 603,5 tys. pojazdów, co dało Hyundaiowi 4,2% udziału w rynku.

Koreańczycy nadają tempo. Własna stal i roboty

W czasie gdy europejskie potęgi zmagają się z kolejnymi problemami, Koreańczycy nie marnują czasu. – 50 lat temu skonstruowaliśmy pierwsze auto. Obecnie jesteśmy trzecim największym producentem na świecie. Kiedyś to inni spoglądali na nas jak na tych, którzy doganiają czołówkę. Teraz to my możemy dyktować warunki – zaznacza Martinet, wskazując m.in. na architekturę 800V w pojazdach elektrycznych, którą Hyundai wprowadził w 2021 roku, a konkurencja dopiero ją wdraża.

Bardzo istotną przewagą Hyundaia nad większością konkurentów jest pionowa integracja w ramach grupy. Koreański koncern dysponuje własnymi hutami stali, wytwarza roboty (m.in. te pracujące na liniach montażowych) i ma własną firmę logistyczną Glovis.

Xavier Martinet wspomina, że w czasie kryzysu półprzewodnikowego Hyundai, dzięki ścisłym relacjom z wewnętrznymi dostawcami, wiedział o trudnościach z wyprzedzeniem i mógł szukać rozwiązań technicznych, zamiast tracić czas na spory prawne, jak robiły to inne koncerny.

Pięć premier, w tym nowy Tucson

W ciągu najbliższych 18 miesięcy Hyundai wprowadzi na naszym kontynencie do oferty pięć nowych modeli, celując w kluczowe dla europejskiego rynku segmenty B i C. Historycznie to europejscy producenci byli mocniejsi w autach miejskich. Teraz Hyundai zamierza to zmienić.

Pytamy, z którymi z nowych modeli marka wiąże największe nadzieje, jeśli chodzi o sprzedaż w naszym regionie. Martinet unika wskazania faworyta, lecz podkreśla strategiczną rolę Tucsona.

– Tucson ma za zadanie podtrzymać historię sukcesu, którą notujemy w segmencie C-SUV od lat. To segment, w którym chińskie marki są najbardziej aktywne – zauważa Martinet. – Byłem bardzo usatysfakcjonowany, że w ubiegłym roku udało nam się zwiększyć sprzedaż Tucsona do klientów indywidualnych w Europie – dodaje.

Premiera nowej generacji Tucsona jest oczekiwana w drugiej połowie roku.

Elektryczny kompakt Ioniq 3, którego debiut odbędzie się w kwietniu w Mediolanie, ma być z kolei kolejnym krokiem w stronę „demokratyzacji elektromobilności”.

Na razie producent świętuje sukcesy Instera, wprowadzonego na rynek w 2025 r. – Inster dowodzi, że można stworzyć atrakcyjne małe auto elektryczne w konkurencyjnej cenie, bez polegania na rządowych dotacjach. W ubiegłym roku Niemcy były dla Instera kluczowym rynkiem, mimo że dopłaty tam wygasły – zaznacza Martinet.

Nie będziemy opłacać konkurencji

Hyundai dzięki rozszerzaniu oferty o kolejne modele z napędem elektrycznym i hybrydowym (w zeszłym roku zwiększył ich sprzedaż w Europie o 24 proc.) mieści się w narzucanych przez UE limitach emisji spalin. Część koncernów, by uniknąć kar, nabywa tzw. kredyty węglowe od Tesli lub Volvo. Hyundai tego nie czyni.

– Wolę tworzyć i sprzedawać własne pojazdy z własną technologią – hybrydy i elektryki – niż przekazywać fundusze konkurentowi – deklaruje Martinet. – Kiedy płacisz konkurencji, ty masz mniej środków na rozwój, a oni mają ich więcej. To zgubna strategia na dłuższą metę – podkreśla.

Grudniowa decyzja Brukseli o złagodzeniu zakazu sprzedaży aut spalinowych od 2035 roku uspokoiła rynek, lecz Martinet zwraca uwagę na znacznie bliższy i groźniejszy termin – rok 2030.

Konsumenci nie nabędą pojazdów, na które ich nie stać

– Wszyscy koncentrują się na 2035, a prawdziwa batalia rozegra się pięć lat wcześniej. W 2030 roku pułap emisji spada z obecnych 95 g do 49 g CO2 na kilometr. Wprowadzono pewną elastyczność na lata 2030–2032, lecz nie zmieniono zasadniczego celu. To wymaga całkowicie innej struktury sprzedaży – ostrzega przedstawiciel Hyundaia.

Sceptycznie odnosi się do obecnej sytuacji regulacyjnej w Europie. – Czy raduje mnie elastyczność? Tak. Lecz czy to wystarczy? Nie jestem pewien. Brakuje balansu między celami politycznymi, ekonomią przedsiębiorstw a możliwościami konsumentów. Wytwórcy nie mogą ponosić strat finansowych, wymuszając plan, który się nie sprawdza, a konsumenci nie nabędą pojazdów, na które ich nie będzie stać.

– Szczerze mówiąc, nie jestem przekonany, czy widzieliśmy już zakończenie tej rozgrywki – uważa Martinet.

Przygotowuje firmę na każdą okoliczność. – Mam takie motto: „Miej nadzieję na najlepsze, przygotuj się na najgorsze”. To dobre podejście, by przetrwać – podsumowuje. Z tego powodu Hyundai rozwija zarówno zaawansowane elektryki, jak i pełną gamę hybryd (do 2027 r. każdy model będzie miał zelektryfikowaną wersję). Już wcześniej Martinet deklarował, że firma utrzyma w Europie w ofercie pojazdy spalinowe i hybrydy, tak długo, jak będzie to możliwe.

Firma ma być przygotowana niezależnie od tego, w którą stronę skieruje się rynek lub przepisy. – Nie wiem, co się wydarzy. Gdybym wiedział, zainwestowałbym na giełdzie i przestał pracować. Lecz dzięki skali Hyundaia jesteśmy gotowi na każdy scenariusz – odpowiada.

No votes yet.
Please wait...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *