Firma z Tarnowskich Gór, wsparta funduszami europejskimi, potencjalnie umożliwiała obywatelom Rosji omijanie restrykcji nałożonych przez Zachód. Prezentujemy szczegóły cofnięcia zezwolenia polskiemu fintechowi Quicko, który według informatora stał się ogniwem rosyjskiego mechanizmu do obchodzenia sankcji. W tle decyzji KNF pojawia się stablecoin A7A5 oraz bank pod kontrolą Kremla.

21 stycznia 2026 roku Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) w trybie nagłym cofnęła koncesję Krajowej Instytucji Płatniczej fintechowi Quicko. To "rozwiązanie ostateczne", które rzadko ma miejsce na polskim rynku. Zazwyczaj proces ten trwa wiele tygodni. Tym razem organ nadzoru zareagował bardzo szybko. Co było powodem?
W oficjalnym oświadczeniu KNF podano, że decyzja instytucji była motywowana "brakiem rozważnego i bezpiecznego zarządzania". Z naszych ustaleń wynika, że za tą ogólnikową formułą mogą stać (umyślne lub nie) związki z rosyjskim systemem płatności stworzonym w celu obchodzenia międzynarodowych restrykcji.
Rozwój infrastruktury Quicko był finansowany między innymi ze środków publicznych. Spółka wdrożyła projekt "Wdrożenie innowacyjnego systemu do obsługi płatności kartowych i internetowych" o łącznej wartości 1,35 mln zł, z czego 800 tys. zł stanowiło bezzwrotne wsparcie finansowe z funduszy UE. Według informatora, który ujawnił sprawę, to ten system mógł być wykorzystywany do obejścia systemu SWIFT.
Zegarki Huawei i Netflix w Moskwie?
Decyzja KNF o cofnięciu licencji Quicko dotyka m.in. polskich użytkowników smartwatchy Huawei, korzystających z płatności zbliżeniowych, które obsługiwał ten fintech. Dodatkowo, spółka świadczyła swoje usługi wielu legalnie funkcjonującym firmom. Zgodnie z uzyskanymi przez nas informacjami, na spisie klientów Quicko mógł się jednak pojawić również podmiot, który umożliwiał Rosjanom przeliczanie rubli i wykupywanie subskrypcji usług zablokowanych w ich kraju, takich jak ChatGPT, Netflix, Google Cloud czy Midjourney.
Informatorem, który złożył w tej sprawie zgłoszenie do polskich służb, był Andry Lebedev, prezes estońskiego fintechu Swipelux. Jak wyjawił w rozmowie z Bankier.pl, początkiem historii, która zaprowadziła go do Quicko, była standardowa procedura weryfikacji klienta, przeprowadzana w jego firmie w zeszłym roku.
Do Swipelux zgłosili się wówczas przedstawiciele projektu A7A5. Pomimo pozornie "klarownej” dokumentacji, dział compliance Lebedeva odrzucił klienta z powodu podejrzanej struktury i wolumenów obrotu sugerujących powiązania z rosyjskim rządem. Przypuszczenia ekspertów z Estonii potwierdziły się po sześciu miesiącach, kiedy to na projekt oficjalne sankcje nałożył OFAC (jednostka Departamentu Skarbu USA odpowiedzialna za ustanawianie i egzekwowanie sankcji ekonomicznych wobec państw, przedsiębiorstw i organizacji).
Rosyjska kryptowaluta do obchodzenia restrykcji
A7A5 to stablecoin (kryptowaluta, której celem jest utrzymanie stałej wartości w odniesieniu do konkretnej waluty tradycyjnej) powiązany z kursem rosyjskiego rubla, który w mniej niż rok od premiery w styczniu 2025 roku obsłużył transakcje o wartości przekraczającej 100 mld dolarów. Według analityków Elliptic, to aktywo stanowi podstawę złożonego systemu obchodzenia sankcji przez Kreml.
Formalnie emitentem stablecoinów A7A5 jest zarejestrowana w Kirgistanie firma Old Vector LLC. Analitycy "Elliptic" ustalili jednak, że za projektem w rzeczywistości stoi rosyjska spółka A7 LLC, której głównymi udziałowcami są podmioty bezpośrednio związane z rosyjską administracją państwową:
- Promswiazbank (PSB) – rosyjski bank państwowy obsługujący sektor obronny, objęty pełnymi sankcjami. Właśnie w PSB przechowywane są ruble stanowiące pokrycie stablecoina A7A5 w relacji 1:1.
- Ilan Shor – skazany za przestępstwa finansowe i objęty sankcjami za działania na korzyść Rosji mołdawski oligarcha.
Celem powstania A7A5 było ułatwienie realizowania płatności transgranicznych rosyjskim podmiotom. W drugiej połowie 2025 roku jego twórcy wprowadzili serwis StablePay jako nową inicjatywę, której celem było zwiększenie funkcjonalności ich stablecoina. Zasada działania tej usługi opiera się na prostym schemacie:
- użytkownik zasila wirtualną kartę debetową za pomocą tokenów A7A5,
- doładowana karta umożliwia mu opłacanie subskrypcji w zagranicznych serwisach, które oficjalnie zablokowały dostęp dla użytkowników z Federacji Rosyjskiej.
Tu powracamy do Quicko.
Ryzykowne relacje polskiego fintechu?
Po odrzuceniu propozycji biznesowej osób związanych z A7A5 oraz późniejszym nałożeniu sankcji na ten projekt, Andry Lebedev przez dłuższy czas nie poświęcał uwagi temu tematowi. Jak powiedział naszej redakcji, niedawno postanowił jednak sprawdzić z ciekawości, czy rosyjski stablecoin nadal funkcjonuje.
– Byłem zdumiony, widząc ich w "pełnej krasie", promujących możliwość wpłat i wypłat rosyjskich rubli. Zaintrygowało mnie: kto jest dostawcą, który to umożliwia? Kto nie respektuje amerykańskich sankcji i aktywnie współpracuje z taką firmą? Te poszukiwania skierowały mnie bezpośrednio do Quicko – mówi Lebedev.
Na przekazanym naszej redakcji nagraniu informator krok po kroku zaprezentował proces, który doprowadził go do spółki z Tarnowskich Gór. System StablePay informuje użytkownika, w jaki sposób zasilić kartę kryptowalutą (np. poprzez stablecoiny), aby następnie dokonać płatności w euro lub dolarach.
Podczas procesu weryfikacji płatności (Mastercard ID Check), na ekranie pojawia się logo podmiotu LifeUp. To ta marka bezpośrednio obsługuje transakcję od strony użytkownika. Stanowi "fasadę" – kamuflaż mający na celu ukrycie rzeczywistego beneficjenta. Na stronie LifeUp w stopce widnieje informacja o banku wystawiającym karty (BIN provider). Widniejący w tym miejscu NIP należy do Quicko.
Quicko zaprzecza. "Nie prowadzimy działalności w Rosji”
Z prośbą o komentarz zwróciliśmy się do zarządu spółki z Tarnowskich Gór. Prezes Grzegorz Mencel w przekazanym oświadczeniu stanowczo odrzucił te zarzuty.
"Spółka wzięła pod uwagę komunikat KNF z dnia 21.01.2026 r. i analizuje obecną sytuację. Do komunikatu KNF odnieśliśmy się z należytą powagą oraz odpowiedzialnością. W spółce zostały uruchomione odpowiednie procedury w związku z zaistniałą sytuacją. Jednocześnie podkreślamy, że środki użytkowników są chronione i zostaną w pełni rozliczone zgodnie z zaleceniami KNF.
Wszelkie twierdzenia, jakoby infrastruktura lub karty Quicko były wykorzystywane na terenie Federacji Rosyjskiej lub w celu omijania obowiązujących restrykcji, są nieprawdziwe” – czytamy w odpowiedzi prezesa Quicko na pytania Bankier.pl.
Warto podkreślić, że w epoce cyfrowych finansów naruszenie sankcji nie musi być związane z konkretnym obszarem geograficznym ani wynikać z zamierzonej woli współpracy. Może być wynikiem niewystarczającej weryfikacji partnerów biznesowych (KYB). Jeśli polski fintech udostępnił swoją infrastrukturę marce LifeUp, nie zauważając, że stanowi ona "przykrywkę" dla objętego sankcjami stablecoina A7A5, w ocenie organu nadzoru jest to jednak równie obciążające.
Prośby o komentarz w sprawie i dodatkowe pytania wysłaliśmy do Komisji Nadzoru Finansowego oraz Głównego Inspektora Informacji Finansowej. KNF poinformował nas, że nie może udzielić dodatkowych informacji poza te, które przekazała w komunikacie. GIIF odmówił odpowiedzi, powołując się na tajemnicę finansową.
Polska i Litwa tylnymi drzwiami dla rosyjskiego kapitału
Jak sugeruje Andry Lebedev, opisany przez nas przypadek może być elementem szerszego zjawiska. Według informatora w branży mówi się, że polska jednostka analityki finansowej i organy wydające licencje mają trudności z wprowadzeniem surowych kontroli zgodności w porównaniu z innymi krajami. O tym, że polskie organy nie posiadają odpowiednich narzędzi do wykrywania tego rodzaju przestępstw, słyszymy również od innego źródła związanego z branżą.
– Wiele firm działających na polskich licencjach obsługuje płatności dla sektorów wysokiego ryzyka, w tym nielegalnych zakładów, stosując tzw. "miscoding" (ukrywanie rodzaju transakcji) oraz ułatwia szeroko rozumiane pranie pieniędzy. Osobiście początkowo myślałem, że problem ogranicza się do polskich firm krypto (w Polsce nie jest to nawet działalność licencjonowana, a jedynie rejestrowana), ale okazuje się, że dotyczy to również instytucji płatniczych i EMI (instytucje pieniądza elektronicznego), takich jak Quicko – mówi Lebedev.
Nasz rozmówca stanowczo stwierdza, że jego zdaniem ogólna efektywność obecnego systemu sankcyjnego jest bliska zeru.
– Nadal zbyt łatwo jest wykorzystywać stablecoiny do transferowania środków z Rosji, ponieważ istnieją dostawcy gotowi wymieniać te tokeny na euro lub dolary bez zachowania należytej ostrożności w badaniu źródła pochodzenia funduszy. Większość tych dostawców pochodzi z Polski lub Litwy – podkreśla prezes Swipelux.
Według Lebedeva powodem jest arbitraż regulacyjny. Jak tłumaczy, w Estonii lub Niemczech, aby uzyskać koncesję, trzeba zainwestować około 250 000 euro, zatrudnić lokalny personel i przejść rygorystyczną weryfikację ("fit and proper"), która trwa do roku. To sprawia, że "cena pomyłki" jest bardzo wysoka, a firmy obawiają się utraty licencji.
Od naszego rozmówcy dowiadujemy się, że w Polsce lub na Litwie proces ten można było przejść w tydzień, kosztem zaledwie 5 000 euro. Zdaniem Lebedeva w obu krajach wytworzyło się przez to otoczenie sprzyjające firmom typu "wydmuszka" i stały się one najłatwiejszym sposobem na pranie pieniędzy wspierających rosyjską machinę wojenną.
– W tym konkretnym przypadku Quicko zostało wykorzystane przez rosyjskie firmy do działania tak, jakby sankcje po prostu nie istniały. Umożliwiło im to kontynuowanie działalności w niezmienionym zakresie, pomimo globalnych restrykcji. Jestem przekonany, że nie jest to jedyny przypadek – poza kontrolą prawdopodobnie funkcjonuje w ten sam sposób znacznie więcej firm – podsumowuje Andry Lebedev.
