Wtorkowa sesja przyniosła skromne zwyżki na Wall Street. S&P500 odnotował nowy rekord wszech czasów, aspirując do poziomu 7 000 punktów. Nasdaq oraz S&P500 zakończyły na zielono piątą sesję z kolei. Dow Jones ucierpiał z powodu znacznej wyprzedaży akcji UnitedHealth.

S&P500 zyskał we wtorek 0,41% i zakończył dzień na poziomie 6 978,59 punktów. Podczas sesji nieznacznie przekroczony został historyczny szczyt ustanowiony zaledwie dwa tygodnie temu. Niemniej jednak od początku roku S&P500 powiększył się o blisko 2% po wzroście o 16,4% w roku 2025.


Nasdaq dodał kolejne 0,91% i zamknął się z rezultatem 23 817,10 punktów. W odniesieniu do tego indeksu nowych rekordów nie obserwujemy od końca października, kiedy to Nasdaq Composite na moment przekroczył pułap 24 000 punktów. Zdecydowanie na minusie dzień zakończyła średnia przemysłowa Dow Jonesa, która straciła 0,83% i zeszła na poziom 49 003,41 pkt.
Był to rezultat 20-procentowej zniżki akcji UnitedHealth (tak, tej samej, której prezes został zastrzelony w biały dzień nieco ponad rok temu). Akcje potentata w sektorze „ubezpieczeń” medycznych spadły po tym, jak administracja prezydenta Trumpa zaproponowała jedynie kosmetyczną podwyżkę płatności dla prywatnych ubezpieczycieli w ramach rządowego programu Medicare Advantage. W 2027 roku opłata ma wzrosnąć zaledwie o 0,09%. Spadki rzędu 14-20% odnotowały także inne duże przedsiębiorstwa z tej branży.
Zaledwie nieznacznie (o 0,2%) podrożały akcje firmy kurierskiej United Parcel Service, która ogłosiła, że oczekuje wyższego wzrostu przychodów w 2026 roku. Firmy takie jak UPS czy FedEx często traktowane są jako wskaźnik koniunktury gospodarczej w Stanach Zjednoczonych. Rynek pozytywnie zareagował również na raport kwartalny General Motors, którego notowania wzrosły o 8,75%.
Jednak prawdziwe emocje na Wall Street pojawią się dopiero w środę po południu. Najpierw decyzję w sprawie stóp procentowych ogłosi Federalny Komitet Otwartego Rynku. Analitycy przewidują utrzymanie przedziału stopy funduszy federalnych na niezmienionym poziomie 3,50-3,75%.
Jeszcze bardziej istotne mogą się okazać raporty kwartalne kalifornijskich gigantów technologicznych. Po środowej sesji wynikami pochwalą się Meta Platforms, Microsoft oraz Tesla. Dodatkowo poznamy rezultaty IBM-a i AT&T.
Amerykański konsument stracił wigor?
W międzyczasie na obszarze makroekonomicznym zaobserwowaliśmy kolejną – przynajmniej deklaratywną – porażkę amerykańskiego konsumenta. Indeks zaufania konsumentów opracowywany przez Conference Board w styczniu zanotował spadek z 94,2 pkt. do 84,5 pkt. Spodziewano się pewnego pogorszenia, ale rynkowy konsensus zakładał regres tylko do 90,9 pkt. Jest to najniższy odczyt tego wskaźnika od maja 2014 roku – czyli ponad 11 lat.
Taki wynik może sugerować, że o ile wydatki konsumentów w USA wciąż rosną w zadowalającym tempie, to jednak poprawa sytuacji finansowej może dotyczyć tylko 10-20% najlepiej sytuowanych Amerykanów. Co więcej, styczniowe pogorszenie nastrojów amerykańskiego konsumenta nastąpiło niezależnie od sympatii politycznych, a najbardziej pesymistyczni byli wyborcy niezależni. Ponadto najsłabiej od 5 lat oceniono dostępność ofert pracy.
– Trzeba przyznać, że indeks oczekiwań w ostatnich kwartałach wyraźnie przeceniał słabość w wydatkach konsumentów. Ale bylibyśmy zaskoczeni, gdyby ostatnie pogorszenie było całkowicie mylnym sygnałem, zwłaszcza biorąc pod uwagę stagnację realnych dochodów i skrajnie niską stopę oszczędności – tak styczniowe dane skomentował Oliver Allen, starszy ekonomista w Pantheon Macroeconomics.
KK
