Hiszpański rząd przeznaczy 20 mln euro rekompensat dla poszkodowanych w wyniku nieszczęścia kolejowego w Adamuz, w regionie Kordoba, które miało miejsce w niedzielę 18 stycznia. W tej jednej z najpoważniejszych tragedii w historii krajowych kolei śmierć poniosło 45 osób, a ponad 100 odniosło obrażenia.

– Nie dopuścimy, by historia z Angrois się powtórzyła i by poszkodowani oczekiwali dekadę na zadośćuczynienie – oznajmił we wtorek na konferencji prasowej minister transportu Oscar Puente, odnosząc się do największej tragedii kolejowej w Hiszpanii w XXI wieku, która zdarzyła się w 2013 r. w Galicji; poniosło wówczas śmierć 80 osób.
Bliscy ofiar śmiertelnych incydentu w Adamuz, jak również rodzina dyżurnego ruchu, który zmarł we wtorek 20 stycznia w wypadku pociągu w Katalonii, otrzymają w przeciągu nadchodzących trzech miesięcy po 210 tys. euro, z czego 72 tys. euro, to świadczenie zwolnione z obciążenia fiskalnego; reszta funduszy będzie wynikać z tytułu polisy ubezpieczeniowej.
Jak zakomunikował Puente, osoby ranne w obu katastrofach, których liczba sięga 164, dostaną od 2,4 do 84 tys. euro, uzależnione od poziomu doznanych uszczerbków.
Ciąg niefortunnych zdarzeń na hiszpańskich szlakach kolejowych
Partia Ludowa (PP), najliczniejsza formacja opozycyjna w państwie, zintensyfikowała krytykę pod adresem rządu socjalistów po czterech kolizjach na torach w ciągu minionego tygodnia, żądając rezygnacji ministra transportu.
Premier Hiszpanii Pedro Sanchez zaprezentuje 11 lutego w Kongresie Deputowanych, izbie niższej parlamentu, raport dotyczący wypadków kolejowych z ubiegłego tygodnia. Natomiast szef rządu uchylił się od pojawienia się w Senacie, czego wymagała PP.
W poniedziałek Komisja ds. Dochodzeń nad Zdarzeniami Kolejowymi (CIAF), która bada przyczyny nieszczęścia w Adamuz, zawiadomiła, że naczelna hipoteza koncentruje się na uszkodzeniu połączenia szyn. Puente niezmiennie podtrzymuje, że linia, gdzie doszło do zdarzenia, przeszła wszelkie potrzebne kontrole.
Z Madrytu Marcin Furdyna (PAP)
mrf/ mal/
