Państwowa inspekcja skontrolowała tryb przydzielenia przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska 3,7 mln zł subsydium na elektryczne pojazdy do Morskiego Oka, zwracając uwagę na nieistnienie reguł ich użytkowania. Ministerstwo nie zgadza się z tą opinią i zaznacza, że środki miały jasno sprecyzowany zamiar kształceniowy.

Mowa o czterech elektrycznych pojazdach nabytych w ramach dotacji Ministerstwa Klimatu i Środowiska, jakie powędrowały do Tatrzańskiego Parku Narodowego (TPN). Zainaugurowały kursowanie w maju poprzedniego roku i w okresie letnim przewoziły turystów na trasie Zakopane – Morskie Oko.
NIK wskazuje, czego brakowało
W przedstawieniu po kontroli Państwowa Inspekcja Pracy zaznaczyła, że minister Paulina Hennig-Kloska „zaoferowała tę subwencję celową, mimo że przed zawarciem umowy nie zostały określone zasady wykorzystania pojazdów oraz nie przygotowano programu edukacyjnego, do którego realizacji miały one służyć”. Według zdania Izby oznacza to, że w MKiŚ nie dokonano uczciwej weryfikacji gotowości beneficjenta do przeprowadzenia zadania, na potrzeby którego uruchomiono środki z rezerwy celowej.
NIK zaakcentowała także, że w ministerstwie nie wykonano wcześniejszego wniosku pokontrolnego dotyczącego obowiązku przeprowadzania analizy zasadności podań o uruchomienie funduszy z rezerw celowych i sprawdzenia gotowości podmiotu do ich wykorzystania. Ten wniosek – jak dopowiedziano – nie został zrealizowany, pomimo że minister klimatu i środowiska nakazała to wybranym jednostkom organizacyjnym MKiŚ, w tym Departamentowi Ochrony Przyrody.
Izba przekazała do resortu wniosek o implementację efektywnych mechanizmów kontroli menedżerskiej, jakie zagwarantują przyznawanie subwencji celowych dopiero po zbadaniu przygotowania jednostki dotowanej do przeprowadzenia zadania oraz potrzeb beneficjentów, jeszcze przed zwróceniem się o uruchomienie środków z rezerw celowych i podpisaniem kontraktu dotacji.
Resort odpiera zarzuty NIK
Ministerstwo Klimatu i Środowiska nie zgadza się z oceną NIK, podkreślając, że subwencja na elektryczne pojazdy była przypisana na wyraźnie określony cel powiązany z programem edukacyjnym Tatrzańskiego Parku Narodowego i została aktywowana zgodnie z obowiązującymi przepisami.
„Nie można zgodzić się z koncepcją, że nie występowały zasady rozdysponowania tych środków – były one przeznaczone na dokładnie oznaczony zamiar w relacji z programem edukacyjnym przygotowywanym przez Tatrzański Park Narodowy. Środki publiczne – w tym te z rezerw celowych – są w Ministerstwie Klimatu i Środowiska uruchamiane zgodnie z obowiązującym prawem i regułami finansów publicznych” – przekazał PAP wydział prasowy resortu.
Rzecznik NIK Bartłomiej Pograniczny zakomunikował PAP, że aktualnie nie jest rozważana oddzielna kontrola organizacji przewozu turystycznego na trasie do Morskiego Oka, aczkolwiek – jak zauważono – NIK gromadzi symptomy mogące mieć znaczenie przy planowaniu przyszłych kontroli.
Raport NIK został wydany po przeprowadzonej w 2025 r. lustracji wykonania budżetu państwa za 2024 r.
Co na to TPN?
Do ustaleń Izby odniósł się również TPN. Jak zakomunikowano PAP, już w marcu 2025 r., na prośbę MKiŚ, Park doręczył wyjaśnienia oraz papiery dopełniające, w tym projekty nagrań edukacyjnych urzeczywistnianych w trakcie podróży. Zgodnie z tymi założeniami każdy e-bus został wyposażony w audioprzewodnik, za sprawą którego podróżujący w czasie przemieszczania się poznają kwestie przyrodnicze, kulturalne i historyczne związane z Tatrami oraz rejonem Morskiego Oka.
Cztery elektryczne pojazdy trafiły do TPN w grudniu 2024 r. i zainaugurowały kursowanie w maju zeszłego roku na trasie Zakopane – Morskie Oko jako usługa o charakterze kształceniowym. Pierwotnie miały transportować wyłącznie osoby z niesprawnościami, wszelako ostatecznie mogą z nich użytkować wszyscy turyści. Pojazdy zakończyły kursowanie w listopadzie na okres zimowy i mają powrócić na trasę w maju.
Elektryczne pojazdy miały stanowić alternatywę dla transportu końskiego. Ujęte w lutym 2025 r. porozumienie między TPN a resortem klimatu przewidywało nabycie kolejnych 16 wehikułów, co umożliwiłoby wytworzenie floty łącznie 20 elektrycznych busów obsługujących trasę. Zgodnie z porozumieniem transport koński miałby utrzymać się jedynie na krótszym odcinku drogi jako atrakcja turystyczna.
Obrońcy praw zwierząt żądają kompletnego wycofania koni z szlaku, pokazując na ich przeciążenie. Doroczne analizy weterynaryjne i ortopedyczne demonstrują wszelako, że zwierzęta są w dobrym stanie. Na szlaku pracuje koło 300 koni.(PAP)
szb/ malk/
