Jaki powinien być OKI? Kluczowe żądania branży

Aktualnie toczą się konsultacje społeczne projektu ustawy dotyczącej Indywidualnych Kont Inwestycyjnych (IKI). Zarówno kręgi inwestorów detalicznych, jak i sektor finansowy przedstawiły swoje zastrzeżenia do projektu rządowego. To sprawdzian dla decydentów, w jakim stopniu są skłonni uwzględnić wartościowe sugestie zarówno polskich inwestorów, jak i przedstawicieli sfery finansowej.

Jakiego OKI chcemy? Oto najważniejsze postulaty rynku

/ gemini creator

Indywidualne Konta Inwestycyjne mają stanowić namiastkę obiecanych nam podczas kampanii wyborczej zmian w podatku Belki. Lecz od 5 sierpnia 2025 roku definitywnie wiadomo, że żadnych modyfikacji w „belce” nie będzie. Pomimo że obiecywano to przez  16 miesięcy, nęcąc wdrożeniem pewnego rodzaju „kwoty wolnej” od opodatkowania w wysokości 100 000 złotych.

Przeczytaj także

Podatek Belki i niespełnione obietnice ministra Domańskiego

Swoistym odpowiednikiem (aczkolwiek nie doskonałym) tych zapowiedzi w mniemaniu rządzących mają być Indywidualne Konta Inwestycyjne. Projekt ustawy o IKI poznaliśmy na początku grudnia 2025 roku. W ramach IKI inwestycje do 100 000 zł mają być zwolnione z podatku, natomiast od nadwyżki ponad tę kwotę poniesiemy nowy podatek od aktywów. Co rok. Generalnie zarówno sfera, jak i społeczność inwestorska z mniejszym bądź większym zapałem wydają się aprobować inicjatywę ministra finansów Andrzeja Domańskiego.

Zobacz także

Postaw pierwsze kroki ku bezpiecznym inwestycjom — przeczytaj nasz poradnik o Obligacjach Skarbowych!

Jednocześnie zarówno otoczenie inwestorów detalicznych, jak i sektor finansowy proponują korekty rządowego projektu. I mimo że składane sugestie wydają się dotyczyć detali, to w mojej opinii ich realizacja (lub brak realizacji) będzie miała zasadnicze znaczenie dla oceny IKI. Co więcej, uważam, że znakomita większość uwag przedstawianych przez sektor prywatny zmierza we właściwym kierunku.

Niech władza przysięgnie na „5 artykułów inwestorskich”

Najbardziej oczekiwane (i być może też najbardziej oczywiste) propozycje zmian ustawy o IKI złożyło Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych. Sugestie SII bazują na  ankiecie wypełnionej przez prawie półtora tysiąca inwestorów. Domagają się oni, aby w ustawie o IKI przekształciło się pięć kwestii:

1)     Aby próg 100 tys. zł był co roku indeksowany o inflację CPI lub o dynamikę przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce. Tak, jak aktualnie co roku podwyższane są np. limity wpłat na IKE czy IKZE. Bez mechanizmu indeksacji za kilka lub kilkanaście lat inflacja „pochłonie” większość benefitów z IKI i pomysł ten straci uzasadnienie

2)     Aby ustanowić maksymalną wysokość podatku od aktywów zgromadzonych w ramach IKI. W rządowym projekcie stopa tego podatku stanowi równowartość 19% stopy referencyjnej NBP. W przepisach przejściowych ustawy stawkę na 2026 r. sztywno ustalono na 0,85% co odpowiada wartości obliczonej ze wzoru wg stopy procentowej z października 2025 r. Ale przecież możemy sobie wyobrazić stopy NBP rzędu np. 40% i wtedy wartość podatku wyniosłaby aż 7,6%. Dlatego też SII proponuje wprowadzenie górnej granicy w wysokości 1%. Warto przy tym zaznaczyć, że rządzący wpisali sobie do ustawy dolną granicę tej daniny w wysokości 0,1% chroniący interesy fiskusa w razie zerowych lub ujemnych stóp NBP.

3)     Aby dopuścić możliwość inwestowania w aktywa zagraniczne. Obecne zapisy są tu niejednoznaczne i wspominają tylko o tym, że tylko aktywa denominowane w polskim złotym będą podlegały zwolnieniu od podatku Belki. W praktyce wyklucza to możliwość (a przynajmniej sensowność) inwestowania poprzez IKI w akcje, obligacje czy ETF-y zagraniczne. Wyjątkiem mogą być akcje nabyte na prowadzonym przez GPW rynku GlobalConnect. SII optuje za dopuszczeniem inwestowania w aktywa inne niż denominowane w PLN, w tym aktywa notowane na giełdach krajów należących do UE, EOG i OECD, przy równoczesnym zachowaniu zwolnienia z podatku od wartości aktywów do 100 000 zł. Natomiast opinie ankietowanych inwestorów są tutaj podzielone i tylko połowa opowiedziała się za pełnym zwolnieniem podatkowych aktywów zagranicznych w ramach IKI.

4)     Aby dopuścić do prowadzenia IKI także podmioty zagraniczne. Również tutaj ankietowani inwestorzy nie byli zgodni – aż 44% opowiedziało się za ograniczeniem oferentów tylko do podmiotów zarejestrowanych w Polsce. Rozwiązaniem pośrednim mogłoby być dopuszczenie do systemu instytucje prowadzące działalność w naszym kraju w formie oddziału i podlegających pod kontrolę KNF.

5)     Aby zrezygnować z obniżonego limitu 50 000 zł w pierwszym roku funkcjonowania IKI. Skoro MF chce od razu pobierać podatek w pełnej wysokości, to i limit zwolnienia powinien przecież wynosić obiecane 100 000 zł. To więc kwestia elementarnej uczciwości i partnerskiego traktowania polskich inwestorów. Bowiem część z nich może mieć kompletnie bezzasadne przypuszczenia, iż MF chce ich na starcie „oszukać” . Byłoby to także uproszczenie i tak już wystarczająco skomplikowanego mechanizmu działania IKI.

Głos branży finansowej: popieramy i prosimy o więcej

Swoje trzy grosze dołożyła też druga grupa interesariuszy, bez której IKI nie mogłyby funkcjonować. Mowa tu o branży finansowej reprezentowanej przez Związek Banków Polskich, Izbę Domów Maklerskich oraz Izbę Zarządzających Funduszami i Aktywami, jak również Giełdę Papierów Wartościowych i Krajowy Depozyt Papierów Wartościowych. Tutaj dominują uwagi o charakterze „technicznym”, ale też padają postulaty systemowe. Warto też pamiętać, że tutaj mamy do czynienia z czystym lobbingiem i zabieganiem przede wszystkim o interesy (czyli zyski) członków organizacji.

Lecz spora część propozycji zgłoszonych przez Izbę Domów Maklerskich odzwierciedla także interesy inwestorów – czyli klientów polskich brokerów. IDM postuluje włączenie do IKI instrumentów notowanych na rynkach krajów Unii Europejskich, ale bez zwolnienia ich od podatku od aktywów. Wydaje się to być propozycją kompromisową między rządowym wykluczeniem aktywów zagranicznych a żądaniem ich pełnoprawnego uwzględnienia w IKI przez inwestorów indywidualnych.

Po drugie, IDM chciałby całkowitego wyłączenia z IKI lokat bankowych. Nie bez powodu argumentując, że za ideą IKI stoi idea transferu oszczędności z nisko oprocentowanych bankowych depozytów na krajowy rynek kapitałowy. Swoje próbuje tu też ugrać branża TFI, dla której w projekcie ustawy przewidziano „furtkę” w postaci preferencyjnego włączenia do IKI tych funduszy, które mogłyby lokować za granicą do 30% aktywów.

– Powyższe stanowisko dodatkowo uzasadnione jest przewidzianym swoistym przywilejem dla funduszy inwestycyjnych, który wymagałby lokowania w aktywach denominowanych w złotych jedynie 70 proc. aktywów, umożliwiając bardziej swobodne dysponowanie pozostałymi 30 proc., jednocześnie dopuszczając zwolnienie podatkowe. Pozostawienie takiej preferencji dla zarządzających funduszy, przy jednoczesnym pozbawieniu takiej możliwości inwestorów indywidualnych, jest niezgodne z celem regulacji i niekorzystne dla osób inwestujących na własny rachunek – napisał do resortu finansów szef SII Jarosław Dominiak.

Po trzecie, IDM tak samo jak SII (i prawdopodobnie jakieś 99% inwestorów indywidualnych) postuluje indeksację progu 100 000 złotych zwalniających od płacenie podatku od aktywów zgromadzonych na IKI. – Brak indeksacji limitu będzie prowadził do jego systematycznej erozji w ujęciu realnym, w szczególności w warunkach inflacji, wzrostu wynagrodzeń, rosnącej wartości aktywów – napisał Waldemar Markiewicz, prezes Izby Domów Maklerskich.

Po czwarte, środowisko brokerskie chciałoby wyłączyć z IKI instrumenty pochodne (czyli kontrakty terminowe i opcje). IDM idzie tu nieco wbrew interesom domów maklerskich i ich klientów, ale argumentuje ten postulat tym, że taki zakaz wpisywałby się w makroekonomiczny cel IKI w postaci transferu oszczędności do realnej gospodarki.  – IKI ma budować powszechność inwestowania długoterminowego. Tym samym nie powinno wspierać spekulacji ani nadmiernego ryzyka – zaznaczył prezes IDM cytowany przez „Puls Biznesu”.

Po piąte, IDM postuluje wprowadzenie przepisów umożliwiających brokerom wprowadzenie opłat, pozwalającym „instytucjom pokrywanie realnych kosztów obsługi IKI”. Ten przepis ma chronić interesy brokerów. Ale też zapewnić realną konkurencję na rynku dostawców IKI oraz dostępność tego produktu dla inwestorów – zapewnia IDM.

Swoje poprawki zgłosił także Związek Banków Polskich. Dotyczą one jednak detali, a najważniejszą z nich jest to, aby IKI miało charakter jednej parasolowej umowy, w ramach której klient mógłby posiadać portfel różnych instrumentów – depozytów, funduszy inwestycyjnych i akcji. – IKI to pierwsze od ponad 20 lat realne rozwiązanie, które może umożliwić budowanie kapitału do 100 tys. zł bez podatku i zachęcić Polaków do długoterminowego pomnażania majątku. To kierunek, który sektor bankowy jednoznacznie popiera – napisano w stanowisku ZBP.

Uwagi do ustawy zgłosiła też GPW, która jednoznacznie poparła wprowadzenie IKI i uznała, że przyczynią się one do rozwoju polskiego rynku kapitałowego. – Nie mamy żadnych uwag o charakterze systemowym – pisze GPW. Operator jedynej polskiej giełdy papierów wartościowych chciałby uwzględnić w ramach IKI inwestycje w akcje na etapie pierwszej oferty pierwotnej (IPO) oraz ograniczenie papierologii przymusowo wypełnianej przez inwestorów (MIFiD i inne tego typu bzdury).

Wszyscy zgadzają się ze sobą, a będzie nadal tak, jak jest?

Wygląda więc na to, że w temacie IKI istnieje aktualnie szeroki konsensus obejmujący banki, brokerów, zarządzających funduszami, GPW i znaczną większość inwestorów indywidualnych. Wszyscy aprobują ideę IKI. Nawet jeśli kręcą nosem na poszczególne rozwiązania, to są zdania, że lepsze to, niż nic. Co więcej, istnieje zgodność co do trzech zasadniczych postulatów:

1)     Corocznej indeksacji limitu zwolnienia od podatku od aktywów

2)     Wprowadzenia górnego ograniczenia dla stawki tego podatku

3)     Umożliwienia – przynajmniej w pewnej części – inwestowania na rynkach zagranicznych.

Obecnie odpowiedzialność spoczywa na Ministerstwie Finansów. To kierujący nim politycy muszą zadecydować, czy opowiedzieć się po stronie polskiego rynku kapitałowego, czy też jeszcze raz zlekceważyć głosy inwestorów. Chodzi przecież o detale kluczowe dla potencjalnych uczestników IKI, a mające drugorzędne znaczenie dla rządu i finansów publicznych. Zwłaszcza że zgodnie z Oceną Skutków Regulacji IKI będzie obniżać dochody budżetu państwa w mniejszym stopniu, niż to wcześniej szacowano.

W oficjalnych obliczeniach MF mowa jest o kwocie rzędu 338 mln zł w roku 2026, 206 mln zł w 2027 oraz 613 mln zł w 2028. W perspektywie 10 lat od wejścia w życie ustawy całkowite dochody sektora finansów publicznych mają się zmniejszyć o ok. 8,9 mld zł (w cenach stałych z 2025 r.). Ale to zdecydowanie mniej niż szacowano w kwietniu 2024 roku, gdy skalę ubytku dochodów budżetowych z tytułu zmian w podatku Belki oszacowano na 4,3 mld zł, ale w ciągu zaledwie trzech lat (i zapewne z tego właśnie powodu ta propozycja nie doczekała się realizacji).  

W tym zestawieniu IKI są o ponad trzy miliardy tańsze dla budżetu państwa. Skoro już zatem rząd tyle na nas „zaoszczędził”, to mógłby bez większych problemów ustąpić w kwestii indeksacji kwoty wolnej, określenia górnego ograniczenia wysokości podatku od aktywów oraz dostępu do rynków zagranicznych. Tylko tyle.

No votes yet.
Please wait...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *