Wysoka przedstawicielka UE do spraw zagranicznych, Kaja Kallas, oznajmiła w poniedziałek po spotkaniu z ministrami z Danii i Grenlandii, że Unia Europejska nie jest zainteresowana wywoływaniem konfliktów, lecz będzie strzec swojej pozycji. Dodała, że protekcjonistyczne groźby prezydenta USA, Donalda Trumpa, nie zapewnią bezpieczeństwa w rejonie Arktyki.

Na spotkaniu z Kallas w Brukseli byli obecni wespół wicepremier i minister obrony Danii, Troels Lund Poulsen, oraz ministerka spraw zagranicznych Grenlandii, Vivian Motzfeldt.
Kallas napisała w poście na platformie X, że Dania i Grenlandia nie są osamotnione. – Bezpieczeństwo obszaru Arktyki jest wspólnym, transatlantyckim zagadnieniem, o którym możemy rozmawiać z naszymi sojusznikami ze Stanów Zjednoczonych – podkreśliła Kallas po spotkaniu z ministrami z Danii i Grenlandii. – Niemniej jednak, groźby dotyczące ceł nie stanowią adekwatnej metody do osiągnięcia tego celu – zaakcentowała.
– Nie mamy w planach wywoływania waśni, ale będziemy strzec naszego stanowiska – oznajmiła. Dodała również, że Europa posiada rozmaite instrumenty do obrony swoich interesów.
Oprócz rozmów z wysoką przedstawicielką UE do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa, w programie wizyty Poulsena i Motzfeldt znalazła się również audiencja u sekretarza generalnego NATO, Marka Rutte, a także spotkanie z przedstawicielami innych krajów nordyckich.
Dania: Jeżeli nie zareagujemy stanowczo na pogróżki USA, damy znak słabości
Jeśli Europa nie zareaguje energicznie na groźby Stanów Zjednoczonych dotyczące wprowadzenia ceł, wyślemy sygnał uległości – oświadczył w poniedziałek szef duńskiej dyplomacji, Lars Lokke Rasmussen, podczas wizyty w Londynie.
– To Europa, a nie Dania, odpowie taryfami celnymi na groźby – zaakcentował Rasmussen po spotkaniu z przewodniczącą brytyjskiego parlamentu Yvette Cooper w rozmowie z duńskimi DR i TV2.
Rasmussen zaapelował o opanowanie. – Do 1 lutego jest jeszcze sporo czasu – zauważył.
Minister spraw zagranicznych Węgier: kwestia Grenlandii nie dotyczy Unii Europejskiej
Przyszłość Grenlandii nie jest problemem Unii Europejskiej, a Węgry dały do zrozumienia, że nie poprą wspólnej deklaracji UE w tej kwestii – oznajmił w poniedziałek minister spraw zagranicznych Węgier Peter Szijjarto podczas pobytu w Pradze.
„Uważamy, że jest to kwestia bilateralna, którą można rozwiązać poprzez rozmowy między zainteresowanymi stronami. Nie sądzę, aby to był problem UE” – powiedział Szijjarto podczas briefingu w stolicy Czech. Wypowiedź ministra zacytowała agencja Reutera.
Przewodniczący Rady Europejskiej Antonio Costa napisał w niedzielę w mediach społecznościowych, że państwa Wspólnoty jednogłośnie wspierają Danię i Grenlandię oraz są gotowe „bronić się przed wszelkimi formami presji”.
Przydacz: W interesie Polski leży łagodzenie napięć
W interesie Polski jest łagodzenie sporów wokół Grenlandii – zaznaczył szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej, Marcin Przydacz. Dodał, że kluczowe są dialog i dyplomacja. Jego zdaniem, przy pozytywnym nastawieniu obu stron, USA i Dania mogą znaleźć satysfakcjonujące rozwiązanie.
Zapytany na poniedziałkowej konferencji, jak prezydent ocenia tę sytuację i czy odczuwa niepokój w związku z zapowiedziami Trumpa, Przydacz podkreślił, że dla Karola Nawrockiego istotne jest, aby rozmowy między Kopenhagą a Waszyngtonem były „jak najbardziej otwarte i szczere”.
– Jesteśmy przekonani, że przy dobrej woli obu stron, zarówno Stany Zjednoczone, jak i Dania, są w stanie wypracować odpowiednie rozwiązanie, aby zagwarantować bezpieczeństwo kontynentu północnoamerykańskiego – powiedział szef prezydenckiego Biura Spraw Międzynarodowych na briefingu przed wylotem na Światowe Forum Ekonomiczne w Davos.
Przydacz przyznał, że deklaracje prezydenta USA w sprawie ceł nie sprzyjają atmosferze i budowaniu dobrych relacji. – Polsce nie zależy na podgrzewaniu atmosfery ewentualnego konfliktu między sojusznikami transatlantyckimi, lecz raczej na obniżaniu napięcia i tym również będziemy się zajmować podczas Forum w Davos – dodał.
Dopytywany, czy jeśli zapowiedzi Trumpa się zmaterializują, Europa powinna przygotować wspólną odpowiedź, szef BPM przypomniał, że groźba nałożenia ceł dotyczy jedynie wybranych państw europejskich, a nie całej Unii Europejskiej.
– Jeśli uda się znaleźć satysfakcjonujące rozwiązanie kwestii Grenlandii w duchu dialogu, to z pewnością obie strony nie będą zainteresowane wprowadzaniem jakichkolwiek taryf celnych – ocenił. Dodał, że również wśród państw członkowskich UE brakuje zgody i chęci zaostrzania relacji z USA. – Dialog i dyplomacja są tutaj najważniejsze i to będzie naszym celem – dodał.
Metsola: Nowe taryfy celne nie przyczynią się do poprawy bezpieczeństwa
Przewodnicząca Parlamentu Europejskiego, Roberta Metsola, powiedziała w poniedziałek w PE w Strasburgu, że nowe taryfy celne, zapowiedziane w ostatnich dniach przez administrację USA, nie przyczynią się do wzmocnienia bezpieczeństwa w Arktyce, a wręcz mogą pogorszyć sytuację. Chodzi o groźbę nałożenia ceł na niektóre państwa europejskie.
Metsola przypomniała, że Dania i Grenlandia jasno oświadczyły, iż Grenlandia „nie jest na sprzedaż” i to się nie zmieni. Powtórzyła także, że Unia Europejska wspiera Danię i mieszkańców Grenlandii oraz pozostaje zjednoczona w obronie ich suwerenności i integralności terytorialnej.
Jej zdaniem Europa rozumie konieczność większej odpowiedzialności w dziedzinie obrony i bezpieczeństwa, w tym ochrony Arktyki, co znalazło odbicie w podwyższonych wydatkach obronnych.
– Wiem, że wielu z nas wierzy w relacje transatlantyckie, w nasze partnerstwo ze Stanami Zjednoczonymi. Wiem też, że wielu ludzi w USA podziela to przekonanie. Rozumiemy potrzebę, aby Europa brała na siebie większą odpowiedzialność w zakresie obrony i bezpieczeństwa, w tym poprzez silniejszą ochronę Arktyki, i w rezultacie zintensyfikowaliśmy działania i zwiększyliśmy wydatki obronne. Wiemy, że bezpieczeństwo transatlantyckie i arktyczne można w pełni zapewnić bez destabilizującego podważania suwerenności Grenlandii i Danii, ani poprzez środki takie jak taryfy celne – powiedziała Metsola.
Jej zdaniem z „każdym poważnym globalnym wyzwaniem, przed którym stoimy, łatwiej jest się zmierzyć, gdy Europa i Stany Zjednoczone działają wspólnie”.
Rzecznik Komisji Europejskiej, Olof Gill, poinformował w poniedziałek w Brukseli, że – pomimo zasad jednolitego rynku, obowiązujących w UE – nałożenie ceł na wybrane kraje Unii jest technicznie możliwe, ale niezwykle skomplikowane pod względem biurokratycznym i proceduralnym.
Gill przyznał, że próba wprowadzenia ceł na wybrane państwa UE spowodowałaby dodatkowe komplikacje. W omawianym przypadku handlu między Unią a Stanami Zjednoczonymi, mogłoby to zakłócić sprawne funkcjonowanie transatlantyckiej wymiany towarów i byłoby problematyczne – jak zaznaczył rzecznik – zwłaszcza dla amerykańskich importerów.
Gill przypomniał, że UE funkcjonuje jako jednolity rynek i w ramach unii celnej, co zapewnia swobodny przepływ towarów między państwami członkowskimi bez konieczności przeprowadzania wewnętrznych formalności celnych. Zgodnie z przepisami unijnymi, towary wyprodukowane w UE są oznaczane jako pochodzące z UE.
Zapowiedziane taryfy miałyby w czerwcu wzrosnąć do 25 proc. i obowiązywać – jak ogłosił Trump – dopóki USA nie zawrą porozumienia w sprawie nabycia wyspy, będącej autonomicznym terytorium Danii.
