Bankierzy spoglądają w stronę roku 2026 z optymizmem, upatrując w nim pierwszego pełnego roku poprawy zapotrzebowania na finansowanie, niemniej jednak otoczenie obniżonych stawek procentowych i podwyższony CIT doprowadzą do obniżki dochodów sektora o 33 proc. Zagrożenie prawne wciąż będzie stanowiło istotny czynnik niepewności – przekazał PAP Biznes szef ZBP Tadeusz Białek.

"W roku 2026 branża bankowa w Polsce utrzyma stabilność i konkurencyjność, lecz najpoważniejszym zadaniem będzie podtrzymanie zdolności kapitałowej do finansowania inwestycji gospodarczych przy jednoczesnych kosztach ryzyka prawnego, nieprawidłowej strukturze podatku bankowego, narastających obciążeniach fiskalnych oraz wysokim udziale długu publicznego w bilansach banków" – oświadczył PAP Biznes prezes ZBP Tadeusz Białek.
"Jako bankowcy wyczekujemy z nadzieją roku 2026, zarówno w aspekcie pomyślnych prognoz dla Polski, dodatkowych środków z KPO i powiązanego z tym wzrostu zapału inwestycyjnego przedsiębiorstw. Oczekujemy również większej aktywności Polaków na rynku kredytowym, zwłaszcza kredytów hipotecznych w konsekwencji powiększenia się możliwości kredytowych" – dodał.
Sektor wypracuje 45 mld zł zysku
Według wyliczeń ZBP w roku 2025 sektor wygeneruje około 44-45 mld zł zysku, a w roku 2026 rezultat netto sektora zmniejszy się do 27–34 mld zł, przy scenariuszu bazowym na poziomie 30,8 mld zł (obniżka rok do roku o blisko 33 proc.). Zgodnie z szacunkami ROE sektora obniży się z około 15-16 proc. do 8,5–11 proc. (bazowy: 9,8 proc.), a po trzech latach rentowność kapitału ponownie będzie mniejsza od kosztu kapitału.
"W ten rok sektor bankowy wkracza w fazę normalizacji po okresie wysokich stóp, jednak przy jednoczesnym silnym wzroście obciążeń podatkowych. Prognozowany w roku 2026 i następnych latach spadek wyniku będzie efektem nie tylko decyzji wynikających z polityki pieniężnej (stawki procentowe), ale także niestety decyzji podatkowych (niezgodnie z konstytucją podwyższony CIT wyłącznie dla banków), które będą ograniczać zdolność sektora do finansowania inwestycji i rozwoju gospodarczego" – oznajmił Białek.
Prezes zasygnalizował, że zasadniczą przyczyną spadku wyników sektora w roku 2026 będzie redukcja stóp procentowych i ten skutek będzie znaczący. Zwrócił jednak uwagę, że znacząca część wpływów odsetkowych banków pochodzi z obligacji skarbowych i innych papierów dłużnych (około 38 proc.) oraz kredytów, w tym o okresowo stałej stopie, które aktualnie stanowią już blisko 40 proc. udziału w portfelu kredytów mieszkaniowych.
"Dzięki temu w roku 2026 banki nadal będą korzystać z 'wysokokuponowego portfela' z lat 2022–2024, co zredukuje spadek rezultatu odsetkowego, lecz tylko czasowo" – oświadczył prezes.
"Generalnie przewidujemy, że bieżący rok będzie kontynuacją spadku stóp procentowych, aczkolwiek z pewnością nie w takiej dynamice, jaką widzieliśmy w drugim półroczu roku 2025" – dodał.
Gwałtowne obciążenia podatkowe związane z podatkiem CIT
Zaznaczył, że w roku 2026 negatywny wpływ na wynik sektora będą miały również gwałtowne obciążenia podatkowe związane z podatkiem CIT. W roku 2026 wpływy z CIT do budżetu mają podnieść się o 9,7 mld zł, a około 6,8 mld zł tej kwoty zapłacą banki.
"Oznacza to, że 25 proc. całego CIT w Polsce zapłaci branża bankowa. Efektywna stopa obciążeń fiskalnych sektora zwiększy się z około 32 proc. w roku 2025 do około 46–47 proc. w roku 2026. Obniżenie zysków w roku 2026 będzie potęgowane przez decyzje fiskalne" – oznajmił Białek.
ZBP prognozuje, że wynik odsetkowy na koniec roku 2026 wyniesie (w scenariuszu bazowym) 94,7 mld zł, co oznacza, że rok do roku będzie mniejszy o 12,5 proc.
Od maja roku 2025 stopy procentowe zmniejszyły się łącznie o 175 punktów bazowych. Według wyliczeń ZBP oznacza to, że rata kredytu hipotecznego 450 tys. zł na 20 lat obniżyła się o około 500 zł miesięcznie (12,7 proc.), a kredyt taki (łącznie – w całym okresie spłaty) stał się o 26 proc. tańszy niż przy stopach na poziomie 5,75 proc.
Prezes ocenił, że dzięki dotychczasowym obniżkom zdolność kredytowa gospodarstwa domowego powiększyła się o około 15 proc. i znacząco poprawiła się opłacalność inwestycji finansowanych kredytem.
"Obniżka stóp procentowych bezpośrednio oddziałuje na zdolność kredytową zarówno Polaków, jak i firm. Było to bardzo wyraźnie zauważalne w ostatnich miesiącach minionego roku w przypadku kredytów hipotecznych" – powiedział Białek.
Dodał, że efekt obniżek stóp procentowych na wzrost zapotrzebowania na kredyt nie działa od razu, ponieważ decyzje inwestycyjne firm są opóźnione, zaś gospodarstwa domowe potrzebują kilku kwartałów stabilności.
Według Białka w roku 2026 należy oczekiwać wyraźnego wzrostu zapotrzebowania na kredyt przede wszystkim w segmencie kredytów mieszkaniowych, kredytów inwestycyjnych dla firm oraz kredytów dla MŚP.
Prezes zwrócił uwagę, że podaż kredytów mieszkaniowych w roku 2025 była nierówna. O ile w pierwszych miesiącach roku 2025 (przy wyższych stopach procentowych) miesięczna podaż kredytów oscylowała na poziomie 6-7 mld zł, o tyle w drugiej połowie roku było to już około 9-10 mld zł miesięcznie.
"Utrzymanie takiej podaży kredytów mieszkaniowych w roku 2026 przy zmniejszających się stopach procentowych, rosnących wynagrodzeniach, dobrej sytuacji na rynku pracy może spowodować, że w roku 2026 roczna podaż kredytów mieszkaniowych osiągnie poziomy rzędu 115-120 mld zł rocznie" – oznajmił Białek.
Podał, że większość analiz makroekonomicznych wskazuje na spodziewany wysoki wzrost poziomu inwestycji w roku 2026, lecz efekt ten będzie krótkotrwały, ponieważ już w roku 2027 poziom inwestycji w gospodarce może ponownie się obniżyć. Jego zdaniem wzrost konsumpcji wpłynie także na wzrost zapotrzebowania na finansowanie bieżącej działalności i dzięki temu podniesie się zapotrzebowanie na kredyty obrotowe.
"Rok 2026 będzie pierwszym pełnym rokiem odbudowy popytu na kredyt w Polsce. Sektor bankowy posiada kapitały i płynność, by sfinansować wzrost gospodarczy. Kluczowym ryzykiem nie jest stabilność banków, lecz to, czy warunki regulacyjne i podatkowe nie stłumią akcji kredytowej w momencie, gdy gospodarka najbardziej jej potrzebuje" – oznajmił Białek.
Kapitały własne sektora bankowego na koniec listopada roku 2025 wynosiły 317,3 mld zł, co oznacza, że w ujęciu rok do roku wzrosły o 32,3 mld zł (tj. 11,3 proc. rok do roku).
"Sektor ma dużą nadwyżkę kapitałową i realną przestrzeń do wzrostu akcji kredytowej. Obecnie sektor bankowy dysponuje potencjałem do wzrostu portfela kredytowego o 461 mld zł. To rezultat funkcjonowania w ostatnich latach w otoczeniu wyższych stóp procentowych i rozważnego zarządzania wypracowanymi wynikami finansowymi" – oznajmił Białek.
Zaznaczył, że w kontekście dużych projektów infrastrukturalnych wyzwaniem pozostaje możliwość sfinansowania tych projektów przez sektor bankowy.
"To efekt tego, że mamy mały sektor bankowy, a przed nami duże projekty infrastrukturalne. Budowa elektrowni atomowej to koszt około 192 mld zł. Banki – w maksymalnym układzie konsorcjalnym – są w stanie sfinansować tę inwestycję na poziomie około 34 proc. Budowa CPK (aktualnie Port Polska) to koszt 132 mld zł – może zostać sfinansowania przez banki na poziomie około 49 proc. To efekt zbyt niskich kapitałów w stosunku do potrzeb naszej gospodarki" – oznajmił prezes.
Ocenił, że kapitały sektora, jeśli chodzi o finansowanie zwłaszcza takich naprawdę istotnych, dużych przedsięwzięć infrastrukturalnych są relatywnie za małe.
"Sektor bankowy odpowiada za 81 proc. finansowania zewnętrznego przedsiębiorstw. Nie mamy alternatywy dla sektora bankowego. Realna wielkość naszego rynku kapitałowego jest ponad dwukrotnie mniejsza niż w Hiszpanii czy Niemczech oraz 4-krotnie mniejsza niż we Francji. Nasz rynek kapitałowy w ujęciu realnym jest również mniejszy niż rynek grecki, cypryjski, czy też portugalski" – oznajmił Białek.
Prezes zwrócił uwagę, że Polska ma obecnie jeden z najniższych poziomów ukredytowienia w UE. Aktywny portfel kredytów dla sektora niefinansowego wynosił w roku 2025 około 31 proc. PKB, a bez zmian systemowych może zmniejszyć się w roku 2027 do około 30 proc.
Ocenił, że nie jest to efekt braku kapitału w bankach, lecz niskiego popytu inwestycyjnego firm, wysokich stóp procentowych, systematycznej marginalizacji roli sektora bankowego, wchodzenia przez państwo w rolę inwestora (a nie animatora inwestycji) oraz obciążeń regulacyjnych i podatkowych, w tym penalizującej działalność kredytową formuły podatku bankowego.
Prezes podał, że łączne koszty ryzyka prawnego kredytów walutowych szacowane są przez NBP na poziomie 102 mld zł, natomiast bieżący poziom rezerw to około 60 mld zł. NBP wskazuje, że dodatkowe koszty wymaganych rezerw na ryzyko prawne kredytów walutowych to około 30 mld zł.
Bankowcy szacują, że koszty ryzyka prawnego kredytów walutowych wyniosą w tym roku 6–8 mld zł i nadal będą istotnie ograniczać zdolność sektora do generowania kapitału i finansowania gospodarki.
"W praktyce to oznacza mniejsze koszty ryzyka prawnego w kalkulacji wyników banków w roku 2026 niż obserwowane wcześniej, choć nadal nie można ich wyeliminować całkowicie. Ryzyko prawne wciąż pozostanie istotnym czynnikiem niepewności" – oznajmił Białek.
Dodał, że "nieuczciwe praktyki ze strony kancelarii odszkodowawczych bazujące na kwestionowaniu kredytów złotowych (WIBOR) w oparciu o nieprawdziwe zarzuty dot. WIBOR, których nie potwierdził do tej pory prawomocnie żaden sąd oraz SKD, polegające głównie na skupowaniu wierzytelności za ułamek ceny od konsumenta i następnie dochodzeniu całości roszczenia w imieniu i na rzecz samej kancelarii" generują zagrożenie dla banków w kolejnych latach. Jego zdaniem rynek kancelarii odszkodowawczych wymaga dodatkowych regulacji.
Ocenił, że niepewność prawna zaczyna przesuwać się w stronę portfela kredytów złotowych, m.in. pod wpływem działań kancelarii odszkodowawczych i potencjalnych sporów sądowych.
"To oznacza, że choć ryzyko związane z kredytami walutowymi maleje, to nowe źródła ryzyka mogą pojawiać się w zakresie kredytów w złotych" – oznajmił Białek.
Prezes ocenił, że polski rynek bankowy jest jednym z najbardziej konkurencyjnych w Europie. Udział pięciu największych banków w aktywach sektora wynosi około 50 proc., co oznacza znacznie większą konkurencję niż w wielu krajach UE, gdzie koncentracja przekracza 70–80 proc. Według niego konkurencja cenowa i jakościowa w Polsce należy do najwyższych w UE.
Jego zdaniem w warunkach zmniejszających się stóp procentowych konkurencja przyspiesza obniżkę kosztu kredytu dla gospodarstw domowych i firm.
Ocenił, że zmiany właścicielskie w sektorze nie redukują konkurencji, a wręcz przeciwnie – wejście nowych inwestorów zwiększa presję konkurencyjną, poprawia efektywność i podnosi standardy zarządzania i oferty.
"Zainteresowanie inwestorów zagranicznych jest potwierdzeniem atrakcyjności Polski i wzmacnia zdolność sektora do finansowania gospodarki. Dla klientów oznacza to tańszy kredyt, lepszą ofertę i większy dostęp do finansowania, a dla kraju – szybszy wzrost i więcej inwestycji" – oznajmił Białek.
"Raczej nie przypuszczam, żebyśmy mieli do czynienia z kolejnymi fuzjami w sektorze bankowym na polskim rynku" – dodał.
Sebastian Karbarczyk (PAP Biznes)
seb/ osz/
