
Wczoraj przeczytałem kilka pytań na forum, które powinny mi pomóc zrozumieć, dlaczego nie mogę osiągnąć sukcesu.
Pytania te brzmią następująco:
- Co robisz wieczorami i w weekendy?
- Ile i jakie książki przeczytałeś w ostatnim tygodniu?
- Jakie nowe rzeczy nauczyłeś się robić podczas przerwy na lunch w pracy?
Wypróbowałem je na sobie.
Zacznijmy od tego, co robię podczas przerwy obiadowej. Podczas przerwy obiadowej zmuszam się do przerwania pracy i zjedzenia czegoś. Szczerze mówiąc, byłem pewien, że właśnie dlatego przerwa obiadowa się tak nazywa. Ludzie przerywają pracę i jedzą, co mogłoby być prostsze. Okazało się – nie. Osoby osiągające dobre wyniki pracują w czasie przerwy obiadowej. W najgorszym razie czytają literaturę kognitywną, próbując jak najbardziej zepsuć sobie trawienie.
Logicznie rzecz biorąc, powinnam czuć jeszcze większy wstyd za to, co robię wieczorem. Wieczorem rozmawiam z mężem, głaszczę kota, skaczę na trampolinie i oglądam odcinek jakiegoś rozrywkowego serialu. Kłamstwo, aż strach to przyznać. Czasami biorę kąpiel albo idę na masaż. A czasami (o zgrozo!) odwiedzam kogoś albo zapisuję się do klubu książki. I rozmawiam z ludźmi, z którymi łączą mnie wspólne zainteresowania, a nie z tymi, którzy mogą mi się przydać.
Tylko ja mam szczęście do książek – czytam je, a czasem nawet piszę. Ale jakie to książki? To pytanie. Bo odpowiedź na pytanie „te, które lubię” najwyraźniej nie jest przewidywalna. Krótko mówiąc, w moim życiu nie wszystko idzie zgodnie z planem.
Wiecie, pamiętam czasy, kiedy wszyscy oszaleli i zaczęli uczyć się angielskiego przez sen. W rezultacie odnieśli jakiś sukces – w ten sposób można było się czegoś nauczyć. Ale kompletnie zrujnowali sobie sen. Bo nie da się w pełni zrelaksować przy dźwiękach kasety! Nie da się dojść do siebie!
I przez jakiś czas moi koledzy byli zafascynowani techniką świadomego śnienia. Odrobina wprawy i nie śpisz już biernie. Świadomie kontrolujesz swój sen, otwierają się przed tobą takie możliwości. Jeśli chcesz – latasz, jeśli chcesz – walczysz z potworami. Śniąc na jawie. Niektórzy doszli do punktu, w którym poświęcali cały swój czas na taki świadomy sen. Ale tu pojawia się problem. Stopniowo ich ciała były wyczerpane, siły psychiczne i fizyczne słabły, zaczęły się choroby, depresje…
Miałem wspaniałą nauczycielkę filozofii. Przepiękną kobietę, która doskonale rozumiała swój przedmiot. Zawsze mawiała: „Jeśli prowadzisz samochód jedną ręką, a drugą przytulasz dziewczynę, to znaczy, że obie rzeczy robisz źle!”. Odpoczynek to ta sama czynność, co praca. Nie można go lekceważyć! Z tego samego powodu, dla którego nie można nie zatankować samochodu, nie podlać kwiatów w domu, nie wprowadzić 24-godzinnego dnia pracy ani całkowicie zrezygnować z jedzenia na rzecz pożyteczniejszych zajęć, na przykład kursów rozwoju osobistego.
Człowiek musi odpoczywać, i to odpoczywać dobrze, tylko wtedy może pracować w pełni i owocnie, a nie wypalić się. Nie rozumiem, dlaczego ostatnio tyle czasu poświęca się samorozwojowi, a tak mało odpoczynkowi.
Człowiek nie jest czarterowanym samolotem, by kalkulować straty wynikające z przestoju. Odpoczynek jest początkiem wszystkich początków. Są rzeczy, których nie da się zredukować ani połączyć z czymś innym. Żucie i jednoczesne przeglądanie raportów jest szkodliwe dla żołądka. Nie można uczyć się angielskiego zamiast snu – a twój angielski będzie słaby, a sen bezużyteczny. Nie można, aby zaoszczędzić czas, rozpocząć rozwoju dziecka w łonie matki, rzucając mu czasopismo. Moja babcia, która odnosiła spore sukcesy zawodowe, zawsze mawiała: „Jeśli praca nie pozwala ci dostrzec koloru nieba, to znaczy, że to niewłaściwa praca”.
Udział
